piątek, 3 stycznia 2014

X. Ja zawsze będę...

Pora wracać. Znowu wylatuje z Barcelony z myślą, że to miasto przynosi jej tylko pecha.
-Wzięłaś wszystko?
Pytała Dolores, gdy stały w lotniskowym korytarzu.
-Chyba tak...
Odpowiedziała bez entuzjazmu.
-Ej, co ty taka smutna? Ciesz się! Wracasz do braci, za kilka godzin ich zobaczysz, masz cztery tysiące w kieszeni, same plusy!
Mówiła zadowolona.
-Masz rację.
Odrzekła i sztucznie się uśmiechnęła. Tak bardzo chciała ostatni raz zobaczyć Alexisa, chciała się do niego przytulić, lub chociaż go usłyszeć. Wiedziała, że to się nie stanie.
-Zobaczymy się wkrótce, odwiedzę Cię w Londynie.
Mówiła na pożegnanie Dolores.
-Dziękuję Ci za wszystko.
Odpowiedziała Susanna i wtuliła się w ciało przyjaciółki. Tak bardzo czuła się samotna, cierpiała. Miała tylko ją przy sobie. Szkoda tylko, że nie wiedziała, ze to przez nią teraz cierpi...
-Idź już, bo Ci samolot odleci.
Dodała i pomachała przyjaciółce na pożegnanie.
Szła już w kierunku bramek, gdy poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Przez ten ułamek sekundy, gdy nie wiedziała kto to, modliła się, błagała, by był to Alexis. Niestety ona bardzo rzadko dostaje to co chce.
-Susanna?
Spytał wysoki brunet stojąc naprzeciwko niej.
-Tak? A pan to...?
Pierwszy raz widziała tego człowieka na oczy, nie miała pojęcia co od niej chce i skąd zna jej imię.
-To jest teraz mało ważne, Alexis kazał mi to Tobie przekazać.
Dodał i wyciągnął z torby pudełeczko. Nieduże, czerwone pudełeczko.
Nic mu nie odpowiedziała, nie wiedziała co ma powiedzieć. Wzięła pudełko do ręki i już chciała je otworzyć, gdy powstrzymał ją chłopak.
-Nie, nie otwieraj! Alexis prosił, byś zrobiła to już w samolocie. To taka jego ostatnia prośba do Ciebie, spełnisz ją?
-Postaram się.
Odpowiedziała i już do jej oczu zaczęły napływać łzy.
-Hej, mała, nie płacz...
Zaczął mężczyzna i delikatnie przytulił drobną blondynkę.
-Alexis nie koloryzował mówiąc, że jesteś śliczna...
Mówił.
-Opowiadał Ci o mnie?
Spytała z nadzieją w oczach. Nie sądziła, że komukolwiek o niej powiedział. Myślała, że to wszystko było dla niego tylko grą, zabawą...
-Coś tam wspomniał, w końcu się kumplujemy.
Odrzekł puszczając blondynkę.
-Jestem Marc, mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Alexis na pewno by tego chciał.
Powiedział i pocałował blondynkę w policzek
-To od niego, prosił mnie o to.
Dodał z uśmiechem na ustach i po życzeniu dziewczynie szczęśliwej podróży oddalił się od niej.
Teraz nie zostało jej już nic, jak wsiąść do samolotu i wrócić do Londynu. Chciała w końcu zobaczyć swoich braci. Mimo tych ciągłych kłótni, sprzeczek, bardzo za nimi tęskniła. Nawet za Chrisem.
***
Zajęła swoje miejsce, ostatni raz wyjrzała przez okno, chciała jeszcze raz spojrzeć na Barcelonę. Miasto, które przynosi jej tyle smutku, tyle rozczarowań, a mimo to tak bardzo je kocha.
W rękach cały czas trzymała pudełeczko, które dał jej Marc. Bała się go otworzyć. Bała się tego, co może tam zobaczyć. Bała się tego, że to coś może jeszcze bardziej wzbudzić ogień uczuć, które żywi do Sancheza. On tak dobrze wiedział jak to zrobić... Wiedział jak dobierać słowa, jak się zachować, by dziewczyna traciła przy nim głowę. Trzymając pudełeczko zamknęła oczy i mimowolnie zasnęła.
***
Obudził ją głos kobiety, mówiący, że samolot szczęśliwie wylądował na miejscu. Leniwie podniosła się z fotela i razem z resztą pasażerów wyszła z pokładu samolotu. Po odebraniu swojej torby udała się w stronę poczekalni. Rozglądała się i szukała któregoś ze swoich braci.
Niestety, nie widziała żadnego.
Zapewne Ben zapomniał powiedzieć o zmianie planów Jack'owi. Bo przecież Ben to Ben, to było do przewidzenia.
-Susanna!
Usłyszała krzyk, gdy była już niemal przy wyjściu z lotniska.
Odwróciła się, a uśmiech sam pojawił się na jej twarzy.
-No wreszcie Cię znalazłem!
Mówił podchodząc bliżej blondynki.
-Fajnie Cię widzieć, Jack.
Dodała przytulając się do brata.
-Daj tą torbę, wracamy do domu.
Odpowiedział jej. Razem wyszli z lotniska i poszli w stronę samochodu.
-No, to opowiadaj, jak było?
Spytał, gdy wsiedli do samochodu.
-Było w porządku, ale cieszę się, że jestem już w domu.
***
W mieszkaniu jak zwykle bez zmian. Nadal ten sam syf. Standard. Nie do pomyślenia było to, że w czwartkowy wieczór, w domu byli wszyscy. Może zrobili to specjalnie dla Susanny? Niee... Po prostu nie mieli ciekawszych zajęć, więc zamulali w domu.
Po zjedzeniu wspólnej kolacji i opowiedzeniu wszystkiego co działo się w Barcelonie poszła się rozpakować. Oczywiście nie powiedziała braciom prawdy. Nie mogła im powiedzieć, że za pieniądze rozbiła związek piłkarzowi, wylądowała w szpitalu i nieszczęśliwie się zakochała. Wymyśliła równie barwną i ciekawą opowieść.
Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza. W domu się rozluźniło, gdyż Chris poszedł pobiegać, a Ben do pracy. Zostali tylko Jack, leżący na kanapie w salonie i Susanna wyciągająca ciuchy z  torby w swoim pokoju.
Cieszyła się, że to już wszystko za nią. Zdała sobie sprawę, że będąc w domu, ani razu nie pomyślała o Sanchezie. Musiała po prostu wyjechać z Hiszpanii i teraz wszystko wydaje jej się łatwiejsze i bardziej możliwe. Jest przekonana, że za kilka dni, czy tygodni kompletnie zapomni o Sanchezie i będzie on tylko wspomnieniem, do którego nie chętnie będzie wracała. W końcu on się tylko nią bawił. Tak to sobie tłumaczyła...
Chowając torbę do szafki, potknęła się o coś i uderzyła lekko ramieniem w drzwi. Dobra, nie lekko, cholernie ją to bolało, ale już za chwilę przestało. Przestało, gdy przypomniała sobie o pudełeczku, które dał jej Marc. Podniosła je z ziemi i usiadła na łóżku.
Nie była pewna, czy powinna je otworzyć. Może lepiej będzie, jak nie dowie się co Sanchez chciał jej przez to przekazać. Może dzięki temu nie będzie więcej cierpiała i będzie szczęśliwsza.
Jednak długo nie wytrzymała, już po chwili delikatnie otworzyła pudełko.
Pierwsze co rzuciło jej się w oczy, to twarz Sancheza. Było tam kilka ich wspólnych zdjęć. Byli na nich tacy szczęśliwi. Uśmiech sam pojawiał jej się na twarzy, gdy widziała jego krzywą mordę. Brakowało jej tego...
Była tam jeszcze jedna kartka. Wyciągnęła ją i ujrzała swój medalik. Nawet nie zauważyła,  że go zgubiła. Zapięła go z powrotem na szyi i wzięła kartkę do ręki.
Zaczęła czytać.

Mam nadzieję, że nie czytasz tego na lotnisku w Barcelonie, bo mogłabyś zrobić jeszcze coś głupiego. Jesteś już w domu lub samolocie? Tak, to dobrze. Cieszę się, że posłuchałaś się Marc'a, cieszę się, że ten idiota nie poplątał moich słów i dobrze Ci wszystko powiedział... W ogóle po co ja Ci to piszę...  Nawet nie wiesz jak mi trudno teraz skleić jakieś mądre zdanie... Stresuję się niemal tak samo, jakbym z Tobą rozmawiał. Jakby te Twoje brązowe ślepia wlepiały się we mnie i onieśmielały mnie swoim wyglądem. Ty cała mnie onieśmielasz, ale pewnie teraz nie ma to dla Ciebie znaczenia, może zmieni się to, gdy przeczytasz te kilka słów, które tak bardzo chciałbym osobiście powiedzieć, ale sama wiesz jak wyszło...
Na początku tam w środku jest Twój medalik. Nie wiem w jaki sposób, ale zgubiłaś go u mnie. Leżał w sypialni pod łóżkiem. Bardzo chciałem go zatrzymać, by mieć choć jakąś pamiątkę po Tobie, ale stwierdziłem, że to nie będzie uczciwe. Oddaję Ci więc go, ty i tak zawsze będziesz w moich wspomnieniach.
Susi...
Nie wiem nawet od czego zacząć...
To może zacznę najprościej... Kurwa Suss, kocham Cię... Nie wiem jak ty to robisz, serio nie wiem! Myślę o Tobie cały czas! Dzień i noc! Nigdy jeszcze czegoś takiego nie czułem, zresztą ty wiesz, mówiłem Ci już. I wiem też, że dla Ciebie to nic nie znaczy.
Nie mam pojęcia, co Dolores Ci o mnie naopowiadała.  Wiedz, że jest to nieprawda. Ona kłamie na każdym kroku. Krzywdzi wszystkich. Mnie również skrzywdziła.
Pewnie to ona naopowiadała Ci, że bawię się kobietami, że jestem nieczułym chamem nie mającym uczuć. To nie prawda. Miałaś przez moment okazję poznać tego prawdziwego Alexisa, czy on taki był?
Jestem tego pewien, że Dolores nic nie mówiła Ci o tym, jak mnie oszukała.
Ja Ci to powiem, nie dla siebie, byś mnie pokochała, byśmy mogli być razem. Powiem Ci to dla Ciebie. Byś miała świadomość jaka jest Dolores. Jak Ciebie oszukała...
Kiedyś z nią byłem. To zapewne wiesz. Ufałem jej. Ty jej pewnie też ufasz. Nie dość, że mnie okradła, to jeszcze zostawiła ze złamanych sercem. Nie słyszałaś tej historii? Cóż, po co ona miałaby Ci to mówić. Taki epizod w jej życiu... Ona się wzbogaciła, ale tylko o rzeczy materialne. Ja za to zyskałem naukę, że nie warto bezgranicznie ufać ludziom. Że każdy, nawet ten, którego byś w ogóle nie podejrzewał może Cię zranić.
Nie wiem dlaczego ona kazała Ci zniszczyć mój związek z Laią... Ale w sumie dziękuję jej za to. Mimo wszystko jestem jej wdzięczny. Bo poznałem Ciebie. To otworzyło mi oczy. Związek z Laią i tak nie miał sensu. Było źle już przez pewien czas, ale baliśmy się go zakończyć, tak jakbyśmy się bali samotności. Ale lepiej być samotnym, niż się oszukiwać, że jest się z kimś szczęśliwym.  Ja Dolores wybaczyłem. Nie mam jej tego za złe. Nie miałem, aż do tego momentu jak zobaczyłem ją z Tobą. Ja przez nią mogę trochę pocierpieć. Jestem twardy, dam radę. Ale nie pozwolę byś ty przez nią cierpiała. Nie chcę, byś cierpiała z mojego powodu...
Susi, nie będę Ci mówił, jak bardzo chcę być z Tobą. Ty dobrze to wiesz. Ale jest coś, czego chce bardziej. Najbardziej chcę tego, byś była szczęśliwa. Ze mną, czy beze mnie, masz być szczęśliwa. Obiecujesz mi to?
Ja będę czekał. Wiem, że takie gadanie jest głupie i przereklamowanie. Ale ja jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego. Nigdy nie czułem się tak przy kimś. Nigdy, dopóki nie poznałem Ciebie. Ty jesteś wyjątkowa. Ktoś, to kiedyś zdobędzie Twoje serce, będzie wielkim szczęściarzem. Cholernym szczęściarzem. Bo mało kto może mieć prawdziwy skarb przy sobie. Ty jesteś skarbem dla mnie.
Nie chcę naciskać, mówiąc, że musisz być ze mną, nie chcę Cię szantażować, że bez Ciebie zwariuję i coś sobie zrobię. Choć uwierz, czasem jest blisko.
Masz być szczęśliwa, ze mną, czy bez ja to uszanuję.
Pamiętaj, że zawsze możesz zadzwonić, żeby chociaż porozmawiać o pogodzie czy o polityce. Czymkolwiek, byle porozmawiać.
Ja zawszę będę...


Alexis

****************


No i dotrwaliśmy do końca tego opowiadania. 
 Podobało się? ^^.
Jest ono mega pokręcone i dziwne... Właściwie takie trochę jak ja, ale tylko troszkę :3
Może wymyśliłam do niego nieco dziwne zakończenie, bo powinnam coś wyjaśnić i wgl, a ja wyleciałam z jakimś listem, ale to była moja pierwsza myśl i nie chciałam jej zmieniać. Mi się bardzo podoba :)
Dziękuję Wam, że byłyście przy każdym nowym rozdziale, że komentowałyście, a komentarze naprawdę dużo dają. Aż lepiej się pisze ze świadomością, że ktoś to czyta i mało tego! Że to się komuś podoba. Serio, fajne uczucie :)
Dzięki raz jeszcze <3
A,  i chciałam wspomnieć jeszcze coś o nowym blogu, bo już pojawiały się pytania pod poprzednim rozdziałem. Więc tak.
Póki co zastanawiam się nad trzema opcjami. 
Wrócenia do bloga o Pique i Shakirze, o tego --> http://panipodziekujemy.blogspot.com/ 
Tak bardzo spodobało mi się to opowiadanie, które właśnie zakończyłam, że wpadłam również na pomysł kontynuowania go, to druga opcja. 
A trzecia, to zupełnie nowe opowiadanie :)
I teraz mam do Was prośbę, jako że ja nie jestem w stanie się zdecydować, proszę Was o pomoc. 
Waszym zdaniem, którą opcję powinnam wybrać?

KOOOONIEEEEC :D

Laylla

czwartek, 2 stycznia 2014

IX. Niby przyjaciel, jednak wróg...

Pogotowie przyjechało już już po kilku minutach. Gdyby nie to, mogło się to wszystko o wiele gorzej skończyć. Jak to lekarz powiedział, doszło do zatrzymania pracy serca, kilka minut dłuższego czekania, a Susanna mogłaby się już więcej nie obudzić.
-Panie doktorze, co z nią?
Pytała przerażona brunetka, gdy ujrzała starszego mężczyznę wychodzącego z sali blondynki.
-Teraz jest stan jest stabilny. Musimy jeszcze zrobić całą resztę niezbędnych badań, by sprawdzić co było przyczyną zatrzymania akcji serca.
Odpowiedział.
-Mogę do niej wejść?
-Tak, ale proszę jej długo nie męczyć, musi odpocząć.
Delikatnie odchyliła drzwi od sali. Blondynka leżała w jednoosobowym łóżku zaraz przy oknie. W sumie nic więcej w tym pokoju nie było  po za tym. Tylko stolik i dwa krzesła. Luksus.
-Suss... Mogę?
Spytała.
-Wchodź.
Odpowiedziała półgłosem.
Dolores usiadła na krześle obok łóżka.
Wyglądała całkiem normalnie, no może po za tym, że była strasznie blada.
-Jak się czujesz?
Pytała.
-Nie najgorzej, czasem coś poboli, ale tak to da się wytrzymać.
-To kamień z serca! Lekarz mówił, że dłuższa chwila zawahania i nie było by tak kolorowo. Miałaś dużo szczęścia. Dłuższe niedotlenienie mózgu i wiesz...
-Dobra, ale nic mi nie jest, wszystko w porządku. Noc tu spędzę i rano wracam do domu.
-Przecież Cię nie wypuszczą!
-Nie mieszkam na stałe tutaj, chyba nie mogą mnie tutaj przetrzymywać, prawda?
Nie miała pojęcia czy mają takie prawo czy nie, wiedziała, że jutro musi wrócić do Londynu.
***
Noc minęła bardzo spokojnie. Żadnych ponownych ataków. Wszystko dobrze. Następnego rana zrobili kolejne badania, jednak nie mieli pojęcia czym było to spowodowane.
-Pani Maxwille...
Zaczął lekarz.
-Nie potrafimy jednoznacznie stwierdzić, co było spowodowane zatrzymaniem pracy serca. Prawdopodobnie to przez stres i zdenerwowanie, powinna pani teraz się zrelaksować i odpoczywać. Ale męczy mnie jeszcze jedno pytanie... Jadła pani ostatnio coś, na co jest pani uczulona?
Chwila zawahania. Zawsze jadła wszystko to, na co miała ochotę i nie było z  tym żadnych problemów.
-Nie, raczej nie....
-To inaczej, nie jadła pani ostatnio czegoś nowego?
Znów się zastanowiła... No przecież! Ta kolacja z Sanchezem! Tam musiało coś być, co to spowodowało...
-Wie pan, jadła ostatnio nowe danie, ale nie wiem co w nim było, nie ja je wybierałam...
-Dobrze. Prosiłbym teraz panią, by pani się jak najszybciej dowiedziała. Będziemy musieli jeszcze raz zrobić badania pod względem alergii. Jeżeli sprawdzi się to co przypuszczam, to przez pewien czas będzie pani musiała przyjmować leki, ale już po kilku dniach będzie musiała po prostu zrezygnować z jedzenia tej rzeczy. To ja teraz dam pani chwilę, a pani niech wykona telefon i się dowie.
Zakończył lekarz i wyszedł.
Ostatnią rzeczą jaką chciała teraz robić, to dzwonić do Sancheza i mówić mu, że jest w szpitalu. Nie chciała, żeby się nad nią litował i mówił, że to jego wina, że leży w szpitalu. No cóż, ale innego wyjścia nie miała. Za cholerę nie mogła sobie przypomnieć co było w tym makaronie, który jadła...
Wyciągnęła komórkę i po kilkusekundowym patrzeniu się na zdjęcie Alexisa nacisnęła zieloną słuchawkę.
Kilka sygnałów i usłyszała jego głos.
-/Halo?-/
Odebrał.
-/Cześć Alexis, Susanna z tej strony-/
-/O, cześć! Już myślałem, że coś się stało, że się nie odzywałaś. Wszystko w porządku u Ciebie?-/
-/Właśnie Sanchez...-/

Zaczęła się denerwować.
-/Bo... Pamiętasz jak byliśmy na kolacji i jedliśmy ten pyszny makaron? Możesz mi powiedzieć co w nim było? Bo chciałabym zrobić go sama.-/
Mówiła nerwowo połykając ślinę.
-/Wiesz, powiedziałbym Ci bez problemu, bo bardzo często go jadam i pamiętam co tam nawrzucali, ale coś mi nie pasuje...-/
-/Nie, wszystko w porządku, to powiesz mi?-/
-/Susi, wiem, czuje, że nie jest w porządku. Gdzie ty jesteś? Co się stało?-/

Odetchnęła głęboko, wiedziała, że i tak będzie musiała mu powiedzieć, że jest w szpitalu, on nie odpuści.
-/Jestem w szpitalu... Coś mi zaszkodziło, chyba na tej kolacji. Mógłbyś mi powiedzieć co było w tym makaronie? Bo muszą mi testy alergiczne porobić...-/
-/W którym szpitalu jesteś? Przyjadę.-/
-/Alexis, nie, nie fatyguj się... Nie trzeba./
-/W którym szpitalu jesteś?/

Pytał drugi raz.
-/Na Felicitad Brande-/
Odpowiedziała.
-/Niedługo przyjadę./
W głębi serca cieszyła się, że przyjedzie. Cieszyła się, że go zobaczy. Ale nie chciała dopuścić do siebie tej myśli.
***
Zanim jeszcze przyjechał do niej Alexis, próbowała dodzwonić się do Dolores, by ją o tym poinformować. Niestety nie odbierała komórki. Może jeszcze śpi i się miną z odwiedzinami u Maxwille. Oby...
Puk! Puk!
Usłyszała, a zaraz potem ujrzała wchodzącego Alexisa. Lecz nie wyglądał jak zwykle. Nie był uśmiechnięty, a to przecież jego znak rozpoznawczy. Był bardzo smutny.
-Cześć.
Powiedział i zamknął za sobą drzwi.
-Dzięki, że przyjechałeś.
-Drobiazg.
Usiadł na krześle obok niej. Chwilę milczał, nie wiedział co powiedzieć.
-Jak się czujesz? W ogóle co Ci się stało? Jak się tutaj znalazłaś?
Opowiedziała mu o wszystkim co się stało. Nie chciała go oszukiwać i ukrywać prawdę, miał prawo ją znać.
-Czyli to Twoje omdlenie u mnie też nie było przypadkowe? Gdybym wtedy zawiózł Cię do szpitala, to to wszystko by się nie wydarzyło.
Zaczął obwiniać siebie. Cały czas powtarzał, że to jego wina, że jak mógł być tak głupi nie reagując.
-Alex... Daj już spokój, co się stało się nie odstanie. A właśnie, bo ja...
Zaczęła, ale przerwał jej wchodzący lekarz.
-To znowu ja. Dowiedziała  się już pani, co mogło być powodem pani zachwiania zdrowia?
I wtedy Alexis zaczął wymieniać wszystko, co znajdowało się tamtego wieczoru na talerzu. Lekarz wszystko notował, po czym zabrał Susannę na badania.
***
Gdy już pielęgniarka wiozła ją z powrotem na salę, miała pewność, że nikogo tam nie zastanie. W końcu minęło grubo ponad godzinę. Ku jej zdziwieniu, nadal był tam Chilijczyk.
-Wszystko dobrze? Wiesz już coś?
Pytał, gdy tylko ujrzał blondynkę.
-Wyniki będą za kilka godzin.
-To poczekam na nie razem z Tobą.
Odpowiedział Sanchez i oparł się o krzesło.
-Nie ma takiej potrzeby. Ty pewnie masz jakieś obowiązki, treningi, meczę, albo Laię...
-Nie. Co do treningów i meczy, to mamy przecież przerwę letnią, a co do Laii... Zerwaliśmy.
Spojrzała na niego. Nie wydawał się być jakoś szczególnie zasmucony tym faktem. Wręcz przeciwnie, wydawał się być szczęśliwy.
-To moja wina...
-Nie! Nam od dawna się nie układało, pojawienie się Ciebie mi to tylko uświadomiło. Dziękuję Ci za to.
Zaczął i chwycił ją za rękę.
-Ale to było zaplanowane. To nie był przypadek, że się spotkaliśmy, nie przez przypadek pojawiłam się w Twoim życiu...
-Jak to? Nie rozumiem.
Chciała mu wszystko opowiedzieć. Chciała, żeby wiedział, że został oszukany, że nie była z nim szczera. Chciała mu to powiedzieć na spokojnie, ale nie zdążyła...
Otworzyły się drzwi od sali, a zaraz po tym ich oczom ukazała się postać kobiety.
-Cześć kocha...
Zaczęła mówić na powitanie, lecz gdy ujrzała chłopaka siedzącego obok łóżka Susanny, aż głos jej się załamał.
-Co on tutaj robi?!
Spytała oburzona.
-Ty ją znasz?
I kolejne pytanie, tylko tym razem ze strony Alexisa.
-Właśnie to Ci chciałam powiedzieć...
Odpowiedziała mu.
-Cały czas mnie oszukiwałaś?!
Aż wstał ze złości.
-Alexis, ja...
Nie zdążyła mu dokończyć, wyszedł z sali trzaskając drzwiami.
-Już, już skarbie..
Mówiła miłym głosem Dolores podchodząc i przytulając przyjaciółkę, która była blisko od wpadnięcia w kompletną rozpacz.
-On już poszedł, więcej go nie zobaczysz, wszystko będzie w porządku...
Tłumaczyła jej wycierając spływające po policzku łzy.
Poczekała chwilę, aż zaśnie. Nie trwało to długo, bo była bardzo zmęczona i wyczerpana.
Sama wyszła na  korytarz. Miała nadzieję, na rozmowę z Sanchezem. Niestety, nie było go ani na korytarzu, ani nigdzie indziej. Cóż, przepadło i tak była z siebie zadowolona.
Wyszła na dwór. Chciała "zaczerpnąć świeżego powietrza".
Wyciągnęła papierosa i opierając się o murek zaczęła rozglądać się na boki.
Szybko rzuciło się jej w oczy białe Audi. To na pewno Sancheza. Nie czekając chwili dłużej poszła w jego kierunku.
-Cóż za spotkanie...
Zaczęła, gdy ujrzała już Alexisa siedzącego na krawężniku obok samochodu.
-Czego tutaj szukasz?
Spytał ze złością w głosie i wstał na równe nogi.
-Co ty taki nerwowy? Spokojnie trzeba podchodzić do życia...
-Dolores, ja nie wiem co ja Ci takiego zrobiłem, żeby niszczyć mi dwa razy życie, ale w porządku, ja to wytrzymam, ale dlaczego mieszasz do tego Susannę? Przecież ona nie jest niczemu winna!
-Oj jest, jest i to bardzo. Tylko nikt tego nie rozumie...
Mówiła chodząc wokół niego.
-Co ty jej o mnie nagadałaś? Czemu ona jest tak pesymistycznie do mnie nastawiona? Gadaj!
Krzyczał do niej.
-Powiedzmy, że nie jesteś dobrą partią. Radzę Ci się trzymać od niej z daleka, bo jeszcze bardziej pożałujesz... Uwierz, że to będzie o wiele gorsze niż rozbicie związku, który i tak nie miał przyszłości...
-Czyli to wszystko Twój pomysł? Ty jej to kazałaś zrobić?
-No przecież, bo któż inny ma tak genialne pomysły?
Mówiła. Była tak dumna z siebie, że aż dało to się usłyszeć w jej głosie.
-Ja Cię tylko ostrzegam, pokaż jej się choć raz na oczy, to zobaczysz co to znaczy gniew Dolores...
Dopowiedziała i odwracając się do niego tyłem zniknęła w murach szpitala.
***
Wróciła do sali szpitalnej. Była z siebie zadowolona. Cieszyła się, że znów triumfuje.  Że znów udało jej się zniszczyć życie Sanchezowi. To, co opowiadała Susannie o rzekomej zdradzie Sancheza i bawieniu się go nią, to czyste kłamstwa. Chciała, by Suss myślała, że to ona jest poszkodowaną, tak nie było. Tak na prawdę, to Dolores skrzywdziła Sancheza. Miała to bardzo dobrze przemyślane, zaplanowane. Najpierw rozkochała w sobie Sancheza. Gdy już czuła, że jej ufa, że zdobyła jego miłość, powoli, niby przez przypadek naciągała go na nowe, drogie rzeczy, a z domu znikały różne przedmioty. Pewnego wieczoru wybrali się razem na mecz. Gdy wrócili do domu, stał niemal pusty! Wszystko co wartościowe zniknęło. Razem z samochodami w garażu. Jak się później okazało, Dolores nie działała sama. Specjalnie zostawiła otwarte drzwi od willi. Jej trzej kumpli zajęło się resztą. Alexis nie mógł uwierzyć  w to co się stało. Nawet przez chwilę nie pomyślał, że to sprawka Dolores. A jak się o tym dowiedział? Już kilka dni od tego incydentu dziewczyna tak o po prostu z nim zerwała. Zniknęła. Nie miał pojęcia dlaczego, przecież tak dobrze im się układało. Chcąc to wszystko wyjaśnić, któregoś wieczoru wybrał się do jej domu. W środku zobaczył wszystko to, co mu zniknęło. Nie chciał nawet się o to kłócić. To były tylko przedmioty, najbardziej ubolewał nad złamanym sercem i tym, że został oszukany. Do dziś nie powiedział policji, o tym, że to Dolores go okradła, choć nie raz już był bardzo blisko. Dzisiaj, ona kolejny raz go zraniła. Zraniła i jego i Susannę, tylko, że ona jeszcze o tym nie wie.
-Jest tutaj?
Spytała Susanna, gdy tylko ujrzała przyjaciółkę.
-Nie, szukałam go, ale odjechał. Suss, on nie jest Ciebie wart. Teraz mamy siebie, jakoś damy radę.
Mówiła siadając obok przyjaciółki. Kłamała w żywe oczy...
***
Czuła się naprawdę dobrze. Nic ją nie bolało.
Gdy spojrzała na zegarek, który wskazywał godzinę dwunastą, przypomniało jej się o Jack'u, do którego zdzwoniła wczoraj.
-/Jack?-/
Spytała, gdy usłyszała męski głos w słuchawce.
-/Nie, Ben, Jack jest w kiblu.-/
Mówił.
-/Ben, jak dobrze Cię słyszeć. Proszę, przekaż mu, żeby nie jechał teraz na lotnisko. Powiedz, że wracam jutro koło szesnastej. Dzisiaj jeszcze muszę coś załatwić. Nie zapomnisz?-/
-/Spoko, postaram się zapamiętać.-/

Ben zawsze miał tendencję do zapominania, gubienia i potykania się o wszystko. Taka życiowa sierota i fajtłapa, ale to tylko pozory.
Około godziny piętnastej odwiedził ją znów lekarz. Nareszcie miał dobre informacje. Powiedział jej, że jest ciężko uczulona na awokado. Że nawet najmniejsza ilość go w organizmie może spowodować kolejny atak. Kategorycznie zabronił jedzenie tego owocu. Zapisał jeszcze leki na poprawienie pracy serca.
-Kiedy mogę wyjść?
Pytała z nadzieją, w oczach.
-Właściwie... Nic nie stoi na przeszkodzie, by wyszła pani już teraz.
Te słowa tak ją uradowały, że w podskokach wyskoczyła z łóżka i zaczęła zbierać się do wyjścia.
-Wracasz dzisiaj do Londynu?
Pytała się Dolores, gdy jechały samochodem do jej domu.
-Nie, wiesz jutro polecę. Chciałabym...
Zawahała się.
-Co byś chciała?
-Pochodzić jeszcze po Barcelonie. Poza tym, miałam bratu kupić słuchawki, zabije mnie jak przyjadę bez nich.
Odpowiedziała jej wymigując się.
***
Do wieczora siedziały razem w salonie i wspominały dawne dobre czasy. Dolores tak dobrze grała, tak dobrze udawała, że Susanna nic nie podejrzewała. Ani przez chwilę nie myślała, że Dolores ją oszukuje. A przecież mogłaby być szczęśliwa. Szczęśliwa z Alexisem. Ale przecież on nie jest jej pisany, tak przynajmniej mówiła jej Dolores...



*********

Eh, eh, eh...
Rozdział mi nie wyszedł. Przynajmniej takie mam zdanie o nim. Jeszcze tylko jeden, i koooniec :)
Mimo wszystko, liczę na pozytywne komentarze :3

środa, 1 stycznia 2014

VIII. Chora na miłość

-Susanna!
Mówił Alexis klęcząc przy blondynce.
-Susanna! Ocknij się!
Krzyczał bijąc ją lekko po policzkach.
Nie miał pojęcia co jej się stało. Wszystko było w porządku, na nic się nie skarżyła a tu nagle buum! I mdleje mu na środku korytarza.
Wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni.
Uspokoił się, gdy wyczuł bicie jej serca. Raz już mu się przydarzyła taka historia. Na treningu, z kolegą. Mieli wtedy po 17 lat. Przygotowywali się do meczu. Ważnego dla oby dwojga. Ćwiczyli tak mocno, tak długo, że aż kolega Sancheza zemdlał. Zachował wtedy zimną  krew i zajął się nim. Teraz, gdy zdarzyła mu się podobna sytuacja, doskonale wie co robić. Ale czy myśl, że to nie kolega, a kobieta, do której żywi jakieś uczucia nie zaćmi jego umysłu? I nie zrobi jej krzywdy zamiast jej pomóc?
Odchylił jej głowę do tyłu, by się nie zadławiła, otworzył okno i usiadł obok niej. Wyglądała jakby spała. Śliczna jak zawsze...
Złapał ją mocno za rękę i powtarzał co chwilę.
-Susi, słyszysz mnie?
Bez odzewu.
-Susi, obudź się!
Nadal nic.
Cały czas bacznie przy niej siedział. Wydawało mu się , jakby mijały godziny, a  nawet dni! A to dopiero kilka minut...
Myślał, że już nigdy się nie obudzi, że nie będzie mógł powiedzieć jej, co do niej czuje, aż nagle poczuł, że zaczęła lekko ściskać jego dłoń.
-Susanna! Słyszysz mnie?
Nie odpowiedziała, tylko delikatnie zmarszczyła twarz. Nie minęła chwila, jak leniwie otworzyła swoje ciemne, duże oczy i rozejrzała się po pokoju. Po chwili jej wzrok zatrzymał się na siedzącym obok Sanchezie.
-Co się stało?
Spytała po cichu.
-Susi... Zemdlałaś, ale już wszystko w porządku, chcesz wody?
Nie poczekał na odpowiedź, tylko podał jej szklankę z wodą. Upiła łyka i oddała mu ją.
-Boli Cię coś? Głowa?
Pytał Sanchez mocno ściskając rękę poszkodowanej.
-Nie, głowa nie, ręka troszkę...
-Ręka? Jak to ręka? Od czego?
Pytał zdziwiony.
-Bo mi ją prawie miażdżysz, Sanchez.
Odpowiedziała mu, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Ojć, przepraszam.
Rozmawiali jeszcze przez chwilkę. Alex cały czas się pytał, czy wszystko w porządku, czy czegoś nie potrzebuje. Naprawdę się o nią troszczył.
-Idź teraz spać, rano porozmawiamy.
Powiedział już do wpół śpiącej blondynki. Ona tylko kiwnęła lekko głową.
Za nim wyszedł, zamknął jeszcze okno, by nie zmarzła w nocy.
-Śpij dobrze.
Wyszeptał całując ją w czoło.
-Zostań ze mną.
Usłyszał równie cichy głos dziewczyny. Tak bardzo ucieszył się na te słowa. Tak bardzo chciał, by je powiedziała.
Położył się obok niej. Mocno ją do siebie przytulił i już po chwili oboje zasnęli w swoich objęciach...
***
Co było pierwsze, co ujrzała po przebudzeniu? Wykrzywiona twarz Sancheza. Wyglądała ona mniej więcej tak- ręka, na której oparł swój prawy policzek zmarszczyła mu go całego, przez co jego twarzy wydawała się dwa razy mniejsza. Prawe oko rozciągnął sobie i wyglądał niczym Chińczyk. Usta miał lekko otwarte, i uformowane w coś na sposób "dzióbka". Wyglądał przeuroczo. Do tego spał prawie na całym łóżku. Kołdra sięgała mu tylko do połowy prawej nogi. Lewą miał nie przykrytą, wisiała ona w powietrzu. Przecież nie jest on aż tak duży, by nie mieścić się na dwuosobowym łóżku, no ale jeśli mu ciasno, to czemu nie... Prawą rękę miał przy policzku, lewa na brzuchu. Wyglądał przedziwnie, ale było w tym coś, co bardzo podobało się Susannie.
Czuła się dobrze. Nic ją nie bolało. To omdlenie to pewnie przez zdenerwowanie. Dobrze, że nic się nie stało poważnego.
Nie miała serca budzić Sancheza, wyglądał tak uroczo i zapewne był zmęczony, w sumie zegarek wskazywał dopiero ósmą rano, niech sobie jeszcze chłopaczyna pośpi.
Zanim wyszła z pokoju, zrobiła mu kilka zdjęć, chciała mieć jakąś pamiątkę po ich wspólnej nocy.
Zeszła na parter. Cóż, mówił, że ma się rozgościć... Więc wzięła się za przyrządzanie śniadania. Tak jak obiecała, kolacja plus śniadanie.
Wybór padł na jajka na miękko ze szczypiorkiem i grzankami plus sok pomarańczowy. Ułożyła wszystko na stole i czekała na Sanchezie. Między czasie poprawiła swój wygląd, właściwie tylko wytarła makijaż, który lekko rozmazał jej się po nocy.
Alexis obudził się chwilę przed dziewiątą. Przywykł do tego, że zazwyczaj budzi się sam, więc gdy otworzył oczy i nie zobaczył nikogo, nie zraził się tym. Usiadł na łóżku i przeciągnął się. Rozglądając się po pokoju, przypomniał sobie o Susannie. Przez chwile można było zobaczyć strach w jego oczach! Przeraził się, że Susanna od niego uciekła, albo co gorsza, poszła gdzieś i znów zemdlała! Nie wybaczył by sobie tego.
-Susanna?!
Krzyczał chodząc po pierwszym piętrze. Zajrzał po łazienki, nie ma, pokój do ćwiczeń też nie.
-Jestem w jadalni!
Usłyszał głos dochodzący z parteru.
Jak najszybciej pobiegł w tym kierunku. Całe zdenerwowanie uleciało z niego, gdy ujrzał uśmiechniętą blondynkę siedzącą przy stole.
-Tak jak obiecałam, śniadanie gotowe.
Zaczęła.
-Jeju, dziewczyno, nawet nie wiesz jakiego stracha mi napędziłaś...
Odpowiedział jej podchodząc do stołu. Pocałował ją w czoło i zajął miejsce obok niej.
-Co, myślałeś, że uciekłam od Ciebie?
-Albo co gorsza, że znów zemdlałaś i leżysz gdzieś w rowie...
-Już nie dramatyzuj, tylko jedz, smacznego.
Faktycznie, było smacznie. Nawet bardzo.
-Dobrze się czujesz? Nic Cię nie boli?
Pytał się Sanchez chowając naczynia do zmywarki.
-Wszystko dobrze, jakoś przeżyję...
Odpowiedziała wstając od stołu.
-Więc...
Zaczęła.
-Będę już się zbierała...
-Co? Już?
-Kolacja i śniadanie, tak jak obiecałam.
-Spotkamy się jeszcze?
Spytał Alexis łapiąc ją za rękę.
-Nie wiem, czy jeszcze będziesz chciał się ze mną widywać...
Odpowiedziała mu i po pocałowaniu go w policzek opuściła jego dom.
***
Nie łatwo było jej tak wyjść z myślą, że już więcej może go nie zobaczyć. Kierując się w stronę domu w głowie miała tylko Sancheza. Tylko jego. Zastanawiała się, co tak naprawdę do niego czuje. Czy to, że tak cholernie jej się podoba i to, że myśli o nim niemal bez przerwy można nazwać zakochaniem, czy nawet miłością... Przemyślenia te, przerwał pisk opon.
-Patrz jak łazisz!
Usłyszała kobiecy głos dochodzący z samochodu, który przed chwilą niemal jej nie zabił.
-Przepraszam.
Odrzekła pod nosem i zerknęła na kobietę. Poznała ją. To Laia. Trzeba przyznać, miała szczęście, i to podwójne. Nie dość, że przed chwilą mogła zginąć pod kołami samochodu, to jeszcze gdyby wyszła pięć minut później z domu Sancheza, Laia nakryła by ich razem w domu. W sumie to ta druga wersja byłaby dużo lepsza. W sumie...
***
W domu Cingo jak zwykle panował bałagan. Syf kompletny! Bajzel! Smród i ubóstwo! A ty tylko przez jej lenistwo... Jak można tak żyć?
Siedziała w salonie na kanapie z laptopem na kolanach i psem u boku.
-Nie wierzę!!!
Krzyczała, gdy włączyła jedną ze stron plotkarskich.
-Jeeeeeeestt!!!
Darła się tak głośno, że aż pies się przestraszył! Pobiegł na korytarz i zaczął głośno wyć.
Dolores wpadła w taki szał, że skakała po łóżku krzycząc przy tym bardzo głośno. Co mogło ją tak ucieszyć? Może wyprzedaż w jej ulubionym sklepie?
Susanna delikatnie otworzyła drzwi. Już u progu słyszała krzyki przyjaciółki.  Nie była pewna, czy wejść, czy może nie powinna... Ale zaryzykowała.
Wchodząc do salonu, ujrzała leżącą na podłodze Dolores, która aż wiła się z radości.
-Dolly? Wszystko w porządku?
Spytała niepewnie.
-AAAAAAA!!!!
Zaczęła się drzeć i jednym szybkim ruchem podbiegła do przyjaciółki i podniosła ją do góry mocno ją przy tym ściskając.
-Kocham Cię! Kocham Cię! Kooooochaaaaam!!!!
Darła jej się do ucha.
-Kurwa, Dolores! Puść mnie i się uspokój!
Wydarła się jeszcze głośniej do niej.
-Przepraszam, ale nie mogę! Tak bardzo Ci dziękuję!
-Ale za co?!
-Jak za co? Jeszcze nie widziałaś?
Szybko podeszła do komputera i pokazała go Susannie.
-Patrz! Nie sądziłam, że tak szybko Ci się to uda! Dziękuję!
Susanna spojrzała na tą stronę. Napis "Kolejna rybka schwytana. Ile jeszcze pływa w tym stawie? Barceloński podrywacz znów atakuje", a pod nim zdjęcie całującego się Sancheza z Susanną na stacji benzynowej.
-Jestem z Ciebie naprawdę dumna!
Mówiła cała w euforii brunetka.
-Z czego? Że zepsułam komuś związek? Naprawdę jest się czym chwalić...
Odpowiedziała jej Susanna i zaczęła kierować się w stronę schodów.
-Aha, zapomniałabym, dzisiaj chciałabym już moją zapłatę, jutro wracam do Londynu.
Dopowiedziała i poszła do swojego pokoju.
Dolores stała i nie wiedziała co się stało. Dlaczego ona tak się zachowuje. Może jest chora? Tak, chora na miłość.
***
Zatrzasnęła drzwi za sobą i zaczęła się pakować. Nie chciała być dłużej w tym mieście.  Znowu się na nim zawiodła...
Po chwili wszystkie jej rzeczy były już w torbie. Było ich tylko kilka, więc nie mogło to zająć więcej czasu niż kilka minut.
Była bardzo smutna. Bardzo chciała z kimś porozmawiać. Wiedziała, że na Dolores nie ma co liczyć, tylko by się między nimi pogorszyło, a już jest kiepsko. Wzięła komórkę do ręki. Po chwili jej oczom ukazał się napis "Alexis" i jego zdjęcie. Tak bardzo chciała do niego zadzwonić. Choć przez chwilę znów usłyszeć jego głos... Ale wiedziała, że nie mogła. Wyszła z kontaktów i wpisała numer, który kojarzył jej się najmilej. Wiedziała, że pod ten numer może zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Wiedziała, że osoba, do której należy ten numer, zawsze ją wysłucha...
-/Halo?-/
Usłyszała męski głos po drugiej stronie.
-/Jak miło jest znów Cie usłyszeć...-/
-/Lepiej będzie zobaczyć, kiedy wracasz?-/
-/Już jutro. Nie mogę się już doczekać aż Was zobaczę. Co w domu? Wszyscy żyją?-/
-/Tak, w porządku. W prawdzie Ben rzucił robotę w klubie, ale już pracuje w jakimś sklepie z płytami. U Chrisa i mnie nic się nie zmieniło. Wszystko w jak najlepszym porządku.-/
-/To się cieszę.-/
-/Chociaż jest coś, przez co nie możemy spać...-/

Aż głos jej się załamał. Nie miała pojęcia o co może chodzić. Myślała, że stało się coś poważnego.
-/Co się stało?!-/
-/Bo nie ma przy nas naszej małej siostrzyczki. Tak bardzo nam jej brakuje...-/
-/Oj głupi jesteś Jack! Jutro już się zobaczymy. Przyjedzie któryś z Was po mnie na lotnisko? Samolot mam z Barcelony o trzynastej.-/
-/Ktoś na pewno się zjawi. A w ogóle u Ciebie wszystko w porządku?-/
-/Tak, jest bardzo dobrze. Tylko tęsknie za moimi trzema debilami, a tak to w porządku.-/
-/To szczęśliwej podróży jutro Suss.-/

Rozłączyli się.
Tak bardzo brakowało jej głosu Jack'a. Ta kilku minutowa rozmowa zdziałała więcej niż godzinna z kimkolwiek innym. Zdała sobie sprawę, że Barcelona i Alexis nie dadzą jej tyle szczęścia co Londyn i bracia. Bo w sumie... Alexis zdradził, Dolores, jakby nie było, Laię też zdradził. Z Susanną było by to samo. Woli nie ryzykować, nie chce jeszcze bardziej płakać, nie chce mieć jeszcze bardziej złamanego serca. On nie jest jej pisany, Na pewno znajdzie kogoś lepszego, dojrzalszego i bardziej odpowiedzialnego. Alexis taki nie był. On był szalony, nieprzewidywalny, był po prostu sobą, Alexisem.
***
Leżała na łóżku i z słuchawki w uszach znów o nim myślała. Ten przeklęty facet ciągle był w jej myślach. Czuła, wiedziała, że łatwo o nim nie zapomni, ale chciała spróbować. Oj, będzie ciężko...
-Suss...
Powiedziała Dolores delikatnie otwierając drzwi od pokoju.
-Co się kotku dzieje? Taka smutna byłaś...
Pytała siadając obok blondynki, która wyciągnęła słuchawki z uszu.
 -Chcę już do braci wrócić, tęsknie za nimi...
Odpowiedziała. Za wszelką cenę chciała ukryć to, że czuje coś do Sancheza. To załamałoby Dolores, ona dobrze o tym wiedziała.
-Rozumiem Ci, teraz będzie już to możliwe. Jego związek na pewno się rozpadnie. Mówili już o Waszym pocałunku w wiadomościach sportowych. Laia na pewno już o tym wie.
Mówiła z uśmiechem na twarzy.
-A, zapomniałabym!
Dodała i położyła na łóżku kopertę.
-Cztery tysiące, tak jak obiecałam. Dziękuję Ci raz jeszcze.
Najchętniej w ogóle by tych pieniędzy nie przyjęła. Jaka to przyjemność zarabiać na czyimś nieszczęściu?
Ale, że bardzo ich potrzebowała, wzięła je i schowała do torby.
-Gdybym jeszcze kiedyś potrzebowała Twojej pomocy, mogę na Ciebie liczyć?
-Raczej wątpię, ale kto wie, może znowu będę w potrzebie...
Odpowiedziała jej.
Dolores widziała, że coś jest nie w porządku. Za dobrze znała Susannę, by tego nie zauważyć.
-Wiesz, ja chyba wiem co Ci jest...
Zaczęła.
Blondynka jej nie odpowiedziała, tylko zerknęła na dziewczynę.
-Zakochałaś się w nim.
Powiedziała bez skrępowania.
-Nie, skąd Ci się to wzięło? Nic z tych rzeczy!
Wykręcała się.
-Wiem jak to jest. Patrzysz na niego, te jego czarne, duże oczy, ten promienny uśmiech, zapach jego perfum... To poczucie humoru, to w jaki sposób Cie dotyka... W jaki sposób drażni się z Tobą. Nawet jak jesteś na niego zła, jego jedno słowo, jeden gest a cała złość z Ciebie uchodzi... Te takie na pozór zwykłe rzeczy, ale w jego wykonaniu są wyjątkowe. Ty czujesz się w przy nim wyjątkowa. On robi wszystko byś tak się czuła. Ale to trwa tylko chwilę. Później znudzisz mu się, znajduje sobie nową i znów to samo. Ty odpadasz. Koniec gry. Ty przegrywasz, on wygrywa. Tak jest zawsze.
Zakończyła i wyjrzała przez okno.
-Nie ma co płakać przez takich facetów. Oni nie są nic warci.
Dodała po chwili.
-Dolly, ale to jest silniejsze ode mnie...
Zaczęła Susanna.
-To minie, teraz wydaje Ci się, że go kochasz, że on Ciebie też kocha, ale to tylko złudzenie, uwierz. Nie ma sensu.
Skończyła i spojrzała na przyjaciółkę. Miała całe czerwone oczy pełne łez. To wszystko ją przerosło.
-Suss, skarbie...
Położyła się obok niej i mocno przytuliła.
-Znajdziesz kogoś lepszego. Kogoś kto będzie Cie kochał zawsze, nie tylko przez pierwsze kilka miesięcy. Zobaczysz, będziesz szczęśliwa przy kimś innym.
-Dolly, ja wiem. Ja nie chcę z nim być, ale nie potrafię przestać o nim myśleć...
-Jutro wyjedziesz, za kilka dnia będziesz już coraz mniej o nim myślała, aż w końcu to minie. To zwykłe zauroczenie, nic więcej. Uwierz.
-Dzięki, że przyszłaś do mnie.
Odpowiedziała i mocno przytuliła się do przyjaciółki. Przez tą noc bardzo ją potrzebowała.
-Wiesz, pojadę z Tobą do Londynu.
Zaczęła.
-Chcę zapomnieć o tym wszystkim, zacząć od nowa, może i ja kogoś znajdę...
Nie usłyszała odpowiedzi.
-Może odnowie stare znajomości...
Mówiła, ale ciągle nie usłyszała odpowiedzi.
-Mała, śpisz?
Spytała i spojrzała na przyjaciółkę. Miała zamknięte oczy.
-To dobranoc.
Dodała. Wstając z łóżka spojrzała raz jeszcze na przyjaciółkę, coś jej nie pasowało. Coś było nie tak.
-Suss! Obudź się!
Powiedziała i zaczęła potrząsać przyjaciółką. Zero odzewu.
-Suss! Wstawaj!
Krzyczała. Przyłożyła ucho do jej klatki piersiowej, nie poruszała się. Ona nie oddychała!
Szybko złapała za telefon.
-/Halo? Pogotowie?-/
Krzyczała do słuchawki.

****************************

I przedostatni, a pierwszy w tym roku ^^
Mam nadzieję, że się podoba :)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

VII. Przyjaźń, czy miłość?

Stała z rękami owiniętymi wokół jego szyi i czekała. Nie wiedziała dlaczego jeszcze jej nie pocałował.
-Czekasz na coś?
Powiedział nagle Sanchez przysuwając dziewczynę bliżej siebie.
-Nie kurwa, tak o sobie stoję, wiesz?!
Odpowiedziała mu ze złością w głosie i wyrwała się z jego objęć.
Nie trwało to długo, gdy już miała zamiar oddalić się od niego, poczuła, że złapał ją za rękę. Szybkim ruchem przyciągnął ją do siebie i znów ją objął.
-To fajnie, że tak o sobie stoisz.
Powiedział do niej po czym spojrzał głęboko w jej oczy.
-Jak masz się tak mną bawić, to lepiej mnie puść...
Mówiła próbując się wyrwać z jego objęć. Kątem oka nadal widziała mężczyznę z aparatem w ręku.
-Mi się wydaje, że to ty się mną bawisz...
-Tak? Ale to nie ty czekasz na pocałunek.
Odrzekła mu.
-A ty czekasz na pocałunek?
Myślała, że zwariuje! Ten chłopak był tak bezczelnie pewny siebie, że miała ochotę uderzyć go w twarz, ale z drugiej strony tak bardzo chciała w końcu poczuć smak jego ust.
-Nie kurwa, na zbawienie czekam! Weź czasem Sanchez pomyśl...
Odrzekła.
Zapanowała cisza. Patrzyli sobie tylko w oczy. Z Susanny powoli uchodziło nagromadzone powietrze przy zdenerwowaniu, Alexis tylko uśmiechał się patrząc w ciemne oczy blondynki.
-Dobra, poddaje się...
Mruknęła pod nosem i spuściła głowę.
-Ej, ej...
Powiedział ciepłym głosem Alexis i podniósł jej głowę do góry.
-Jesteś bardzo rozkapryszonym i rozpieszczonym dzieckiem.
-Co?!
Myślała, że się przesłyszała. On miał ją całować, a nie ją obrażać.
-Zawsze musisz mieć to co chcesz, w ogóle nie myślisz o innych.
-Czyli mam rozumieć, że ty nie chcesz mnie całować?
-Nawet nie wiesz jak bardzo chce...
-To na co czekasz?
I w tym momencie spełniło się jej największe marzenie(jak na tą chwilę). Jej usta i usta Alexisa zetknęły się. Chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej.
-Jedziemy?
Spytał się po chwili Alexis delikatnie puszczając blondynkę. Ona tylko kiwnęła potwierdzająco głową.
Gdy siedzieli w samochodzie i jechali w stronę domu Sancheza, rozejrzała się jeszcze raz. Mężczyzna z aparatem nadal tam stał i tylko robił zdjęcia odjeżdżającemu już białemu Audi. Wszystko szło zgodnie z planem.
-Znowu się ze mną bawisz?
Spytał się Alexis, gdy już prawie byli pod jego domem.
-Całą drogę nie odezwałaś się ani słowem, tylko wlepiłaś te swoje piękne ślepia w szybę i nic.
Kontynuował zerkając na nią kątem oka.
-Nawet Sanchez nie wiesz jaka ta zabawa jest dla mnie trudna...
Mruknęła pod nosem. Czuła, że nie podołała zadaniu. Czuła, co tu ukrywać, czuła, że powoli zakochuje się w Sanchezie... Widziała, że jeśli spędzi z nim tą noc, to wpakuje się na dobre. A tego nie chciała. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego...
***
Po półgodzinie dojechali do domu Alexisa. Zastanawiała się tylko, czy nie spotkają Laii w domu. To byłaby bardzo dziwna sytuacja, na szczęście tak się nie stało.
-Rozgość się.
Powiedział Alexis zamykając za sobą drzwi wejściowe.
-Chcesz coś do picia?
Spytał się podchodząc do lodówki.
-Zdaję się na Ciebie!
Odpowiedziała mu stojąc w salonie.
Na ścianie, zaraz obok kamiennego kominka wisiało wiele zdjęć. Alexis ma naprawdę dużą rodzinę, tyle ludzi tam było. Ale udało jej się ujrzeć też kilka znajomych twarzy. Zauważyła kilku piłkarzy. Musi naprawdę dobrze czuć się w tej drużynie, skoro nawet w jego domu jest obecna.
-Proszę.
Usłyszała głos za swoimi plecami. Był to Alexis z kolorowym napojem w ręku. Nie żałował alkoholu w nim...
-Za udany wieczór.
Dodał i upił łyka.
-Może... Odprowadzisz mnie po domu?
Alexis świetnie wczuł się w rolę przewodnika. Dokładnie oprowadzał po całym domu i opowiadał o nim.
-Alexis... A mogę zadać Ci pytanie?
Spytała, gdy byli w jego sypialni. Wielka, jasnofioletowa sypialnia, z wielkim łożem i lustrem na pół ściany. Bardzo piękna i elegancka.
-Pewnie, nie krępuj się.
Odpowiedział jej i położył się na łóżku.
-Bo...
Długo zastanawiała się się, czy zadać mu to pytanie, wiedziała, że może tym zepsuć to wszystko co udało jej się zdobyć przez te kilka dni. Ale z drugiej strony wiedziała też o paparazzim, który zrobił im zdjęcia jak się całują. W sumie nic nie traciła, warto spróbować.
-Gdzie jest Twoja dziewczyna?
Spytała zerkając na niego. Zauważyła, że się zdenerwował. Zrobił się lekko czerwony na twarzy i otworzył lekko usta. To pytanie na pewno go zdziwiło.
-Moja dziewczyna?
Spytał udając głupiego. Nie przypominał sobie, żeby jej o niej mówił.
-No... Ta taka ładna blondynka, z którą rozmawiałam jak byłam u Ciebie w domu pierwszy raz...
-No... Jak widzisz, nie ma jej.
Odrzekł siadając na łóżku. Cały czas patrzył na blondynkę, nie chciał palnąć jakiegoś głupstwa, by jej nie spłoszyć. Lecz wiedział, że już jest na straconej pozycji.
-Ale gdzieś jest, nie byłaby chyba zadowolona, gdyby wiedziała, że przyprowadzasz sobie do domu jakieś obce dziewczyny...
-Hej, hej...
Zaczął i podszedł do niej.
-Ty nie jesteś obca.
Złapał ją za rękę i spojrzał w jej oczy. Dolores miała rację, potrafił oczarować dziewczynę. Czuła, że na dobre się w nim zadurzyła... Ale to nie miało być tak!
To on miał się w niej zakochać, on miał mieć złamane serce i zepsuty związek... Póki co, to ona będzie stąd wyjeżdżać ze łzami w oczach... Ale ma nadzieję nie zakochać się jeszcze bardziej.
-Tak? To jaka jestem?
Pytała stojąc przed Chilijczykiem z rękami założonymi na piersiach. Chciała zacząć grać niedostępną. Ale słabo jej to wychodziło, bo za każdym razem jak słyszała głos chłopaka, lub czuła go na swoim ciele, kolana same jej miękły.
-Jesteś wyjątkowa, cóż więcej będę mówił...
-Wszystkim tak mówisz?
-Jakim wszystkim?
-No wiesz, jesteś sławnym piłkarzem, masz dużo pieniędzy, wygląd też jako taki masz, nie wierzę, żebyś cały czas był wierny jednej.
Mówiła do niego.
-Tak? co jeszcze mi o mnie powiesz, czego sam nie wiem?
Myślała, że chłopak po usłyszeniu jej słów, chłopak zdenerwuje się na nią lub nawet każe jej opuścić jego dom. Jednak tak się nie stało... Jakby tego było mało, objął ją w pasie i bardzo blisko przysunął ją do siebie.
-No na przykład to, że jesteś cholernym chamem! Chamem, który jest tak pewny siebie, że czasem aż szkoda słów!
Mówiła podniesionym na niego. Alexis tylko delikatnie odrzekł
-Tak? Ciekawe kiedy?
-Kiedy?! Teraz na przykład! Ja na Ciebie tutaj krzyczę, mówię, że jesteś okropny, a ty tylko stoisz, przytulasz mnie i zabijasz tym swoim nieziemskim uśmiechem!
Nie usłyszała odpowiedzi, tylko śmiech Sancheza.
-No i z czego się śmiejesz?!
-Z Ciebie śliczna. Tak pięknie wyglądasz jak się denerwujesz.
-Jezu! Sanchez! Czy ty byś mógł być choć przez chwilę poważny?! I powiedzieć co tak naprawdę myślisz?!
-Co tak naprawdę myślę? Dobra, powiem Ci, co tak naprawdę myślę. Nigdy, ale to nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny jak ty. Wszystkie, które znałem leciały na moje pieniądze i na wygląd, tak jak mówiłaś. Naciągały mnie na drogie prezenty, ciągle tylko mnie wykorzystywały. Taka "miłość" zwykle nie trwała dłużej niż pół roku. Nigdy nie byłem naprawdę zakochany. Nigdy nie czułem tych tak zwanych "motylków w brzuchu". Nigdy nie denerwowałem się przy dziewczynie, nigdy nie pociły mi się ręce i nigdy nie miałem sucho w gardle przy rozmowie z nią. Nigdy aż do teraz. Aż do poznania Ciebie. Jesteś naprawdę inna, wyjątkowa. Nie wiem jak ty to robisz, ale zapragnąłem Cię od samego początku. Gdy zobaczyłem Cię na środku ulicy zbierającą te puste kartki, a wiatr rozwiewał te Twoje blond włosy, wiedziałem, czułem to, czułem, że będę przez Ciebie cierpiał. Ale zaryzykowałem. I wiesz co? Bardzo się cieszę. Nawet jeśli nic między nami miałoby nie być, to i tak jestem szczęśliwy, że Cie poznałem. Że mogłem choć przez chwilę być przy Tobie. A wiesz czemu? Bo zakochałem się w Tobie od samego początku. Kurwa Susanna, ja naprawdę nie wiem jak mam się teraz zachować, co powiedzieć... Bo mimo tego, że miałem tak wiele kobiet w swoim życiu, ty jesteś pierwsza, do której tak naprawdę poczułem coś głębszego... I nawet jeśli to dla Ciebie nic nie znaczy, to w porządku, nie chcę się narzucać, bo wiem jakie masz wyrobione zdanie o mnie. Tak jak powiedziałaś, cham, cham zadufany w sobie. Ale gdybyś poznała mnie głębiej, poznałabyś prawdziwego Alexisa, nie tego bogatego piłkarza grającego w największym europejskim klubie, a tego chłopca grającego boso w Tocopilli. Takiego jaki jestem, ale nikt nie ma ochoty mnie poznać... To smutne, ale jestem już do tego przyzwyczajony. Takie życie...
Zakończył.
Nie miała pojęcia.
Nigdy by nie przypuszczała, że jest on takim wrażliwym, ciepłym chłopcem, któremu brakuje prawdziwego uczucia. Tak bardzo chciała oddać mu swoje serce, tak bardzo...
-Alex... Przepraszam Cię.
Powiedziała do niego i mocno wtuliła się w jego ciało.
-Co się dzieje? Za co ty mnie przepraszasz?
-Przepraszam.
Dodała raz jeszcze i pocałowała Chilijczyka. Nic więcej nie mogła zrobić...
-Susi, co jest?
Spytał Alexis kładąc swoje ręce na policzkach blondynki.
-Nie chciałam, przepraszam.
Odrzekła, a do jej oczu zaczęły powoli napływać łzy.
-Susi...
-Daj mi chwilę.
Powiedziała i weszła do łazienki zamykając za sobą drzwi. Nie miała pojęcia co teraz zrobić. Miała mętlik w głowie. Z jednej strony miała swoje zlecenie, i pieniądze, których tak bardzo potrzebuje i przyjaciółka plus złamane serce. Z drugiej strony Alexis, jakby nie było pieniądze i to o wiele więcej niż kilka tysięcy i co najważniejsze, miłość... Ale brak przyjaciółki... Co jest ważniejsze? Miłość? Czy przyjaźń?
***
Poprawiła makijaż, który jej się lekko rozmazał i już w dobrym nastroju wyszła z łazienki.
-Nie jesteś na mnie zły?
Spytała opierając się o futrynę drzwi.
Sanchez leżał na łóżku i patrzył się w sufit, lecz gdy ujrzał blondynkę, jego oczy automatycznie powędrowały na nią.
-Nie potrafię być na Ciebie zły... Chodź do mnie.
Wyciągnął rękę w jej kierunku.
-Wiesz, nie chcę, żebyś więcej płakała z mojego powodu.
Zaczął, gdy dziewczyna siedziała obok niego.
-Płakałam przeze mnie... Przez moją głupotę. Ty tutaj nie zawiniłeś. No, może troszkę... Ale i tak cała wina stoi po mojej stronie.
-O czym ty mówisz?
-Nie mogę Ci powiedzieć... Może kiedyś, ale na pewno nie teraz...
Dokończyła i wstała z łóżka.
-Muszę już iść...
Dodała i zerknęła w stronę drzwi.
-Hola, hola! Nigdzie Cię teraz samej nie puszczę, zapomnij. Zobacz która godzina!
Zegarek stojący na stoliku nocnym wskazywał godzinę dwudziestą trzecią czterdzieści osiem.
-Poradzę sobie. Jestem dużą dziewczynką, nie musisz się o mnie martwić.
Odpowiedziała mu i po przesłaniu sztucznego uśmiechu wyszła z pokoju.
-Ej! Ej! Gdzie ty idziesz!
Krzyczał biegnący za nią Alexis.
-Jeśli tak bardzo chcesz wrócić do domu, odwiozę Cię. Poczekaj, wezmę kluczyki.
-Nie, Alexis, nie trze..
Nagle poczuła, jak traci równowagę. Zakręciło jej się mocno w głowie, zaczęła gorzej widzieć i słyszeć. Czuła się jakby byłą kompletnie pijana. Na szczęście nie trwało to długo. Bo już po chwili bezwładnie osunęła się na podłogę, zemdlała.


*********************

Uff :D
I jest ostatni tegoroczny rozdział, następny dopiero w 2014r. Hehhe, jak to fajnie brzmi  ^^
Dobra, mi osobiście bardzo podoba się ten rozdział, mam nadzieję, że Wam też :)
To do 2014 ! *_*

sobota, 28 grudnia 2013

VI. Tak to się zaczyna...

Na początek urządzili konkurs rzutów karnych. Coś łatwego na rozgrzewkę.
Alexis na bramkę. Strzelali po pięć razy. Susanna trafiła pięć razy, Alexis próbował bronić,  no ale bramkarz z niego cienki, więc wszystko wpuszczał. Czas na Susannę, też strzelone pięć bramek. Mimo, że Alexis strzelał delikatnie, ona i tak nie potrafiła obronić.
-Póki co remis.
Powiedział Alexis i ustawił piłkę około dwudziestu metrów od bramki.
-To teraz po pięć razy gole z akcji. Ty pierwsza?
-W porządku.
Odpowiedział mu i przechodząc obok niego delikatnie się o niego otarła, niby niechcący,  ale jednak z całkowitym przemyśleniem.
Biegła z piłką w stronę bramki, Alexis stał mniej więcej na linii pola karnego. Był niemal pewien, że bez problemu zabierze dziewczynie piłkę. Niestety tak się nie stało. Blondynka okiwała go jak dziecko i bez problemu umieściła piłkę w bramce tuż obok bliższego słupka.
-Zwykły fart.
Powiedział Alexis, jak dziewczyna zaczęła cieszyć się z bramki.
Zmiana. Teraz to Alexis atakował.
Zaczął biec na pełnej szybkości w stronę blondynki. Tuż przed nią zwolnił, i zrobił zwód. Również umieścił piłkę w siatce.
Kolejne próby, wszystkie wykorzystane. Ostatnia próba Alexisa. Póki co 5-4 dla Susanny.
Chciał przelobować stojącą w polu karnym blondynkę, ale za nisko podrzucił piłkę. To był ruch bezwarunkowy. Podniosła prawą rękę do góry i bez problemu zatrzymała lecącą piłkę.
-Ej! Gdzie z tą łapą? Karny!
Krzyczał uśmiechając się przy tym.
-Jaki karny?! Nie gramy na karne!
-Ale na coś tą rękę podnosiła?
-Bo... Nie wiem! Sama się podniosła!
-To teraz będziesz miała okazję znów użyć rąk, karny!
Powiedział i ustawił piłkę na jedenastym metrze.
Bardzo chciał strzelić tego gola. Przecież nie może przegrać z dziewczyną. Kilku metrowy rozbieg i strzał! Kopnął mocno. Za mocno. Piłka poleciała daleko w trybuny.
-Cioooooootaaaaaa!
Krzyczała Susanna biegnąc w stronę Alexisa.
-Niech no tylko Cię złapie!
Krzyknął równie głośno Sanchez i zaczął biec do Susanny.
W tył zwrot! Zaczęła biec ile sił w nogach, by mu uciec. Niestety, był dla niej za szybki. Już po chwili złapał ją w pasie i podniósł do góry.
-I kto teraz jest ciotą?
Pytał trzymając ją.
-Nadal ty Sanchez!
Krzyknęła.
-Tak?!
To nie był dobry pomysł... Już po chwili leżała na trawie i zwijała się ze śmiechu. Siedzący na niej Sanchez znalazł jej słaby punkt. Łaskotki...
-Nie proszę, Alexis! Nie... Przestań!
Krzyczała przez śmiech próbując wyrwać się chłopakowi.
-Kto jest ciotą?
-Nadal ty!
I kolejna seria łaskotek.
-No dobra, przepraszam! Nie jesteś ciotą!
Powiedziała, gdy już zaczął ją boleć brzuch od śmiechu.
-I prawidłowo.
Powiedział a na jego twarzy pojawił się uśmiech zwycięzcy. Zszedł z blondynki i położył się obok niej.
-Ale to nie zmienia faktu, że przegrałeś i to ty stawiasz kolację.
Zaczęła patrząc w błękitne niebo.
-Nie ma problemu. Na co masz ochotę?
-No nie wiem... Może makaron?
-Ok, zabiorę Cię na taki makaron, jakiego na pewno jeszcze nie jadłaś.
Powiedział i wstał z trawy wyciągając ręce w kierunku blondynki.
-A w ogóle chciałabyś obejrzeć stadion?
Spytał się, gdy Susanna stała już ubrana w sukienkę, a on chował piłkę do torby.
-To prowadź, pani Sanchez!
Powiedziała z radością w głosie.
Na samym początku poszli do szatni.
Duża, granatowo-bordowa.
-To tutaj płaczecie po przegranym meczu?
Zaczęła, gdy rozglądała się po szatni.
-Ale jesteś zabawna...
Powiedział i podszedł bliżej dziewczyny.
-To Twoja szafka?
Spytała czując jego oddech na swojej szyi. Bardzo się denerwowała. Nie chciała zrobić nic głupiego, żeby go do siebie nie zniechęcić. Nie chciała też  wydać się zbyt łatwa. Jakie to trudne...
-Tak, moja.
Odpowiedział jej.
-Może...
Kontynuował i delikatnie objął dziewczynę w pasie.
-Dałabyś mi coś, żebym przed każdym meczem mógł przypominać sobie o Tobie?
Dodał i już pewniej położył ręce na jej brzuchu.
-A co byś chciał?
Spytała się i odwróciła się przodem do piłkarza. Pierwszy raz stanęła tak blisko niego. Pierwszy raz mogła tak dokładnie przyjrzeć się jego oczom. Były naprawdę śliczne.
-Ciebie bym chciał. W całości.
Nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Zamurowało ją.
-Może wspólne zdjęcie?
Zaproponowała, gdy przypomniało jej się to, co mówiła Dolores.
-Zdjęcie?
-No tak, będziesz mógł mnie oglądać przed meczem.
Dodała i wyciągnęła komórkę.
-Gotowy?
Zaczęła robić zdjęcia. Na większości z nich mocno przytulała Sancheza, lub całowała go w policzek. Czuła się, jakby miała jakąś blokadę, nie mogła się przełamać, by pocałować go w usta. Takie zdjęcie załatwiłoby wszystko, ale nie mogła tego zrobić.
-Wywołam jej i Ci przyniosę.
Powiedziała i schowała telefon do kieszeni.
-Idziemy na tą kolację?
-Chodźmy.
***
Usiedli w stoliku w jednej z najlepszych restauracji w Barcelonie. Do restauracji, do której wstępu nie mają paparazzi, więc mogą być spokojni, że nikt im nie zrobi zdjęcia, a szkoda...
-Pozwolisz mi wybrać dla siebie danie?
Spytał spoglądając na blondynkę, która była najwidoczniej oczarowana tym pięknym lokalem, bo rozglądała się na boki
-Dobrze, tylko ma być smaczne!
Odpowiedziała grożąc mu palcem. Alexis złożył zamówienie. Czekali na nie około piętnastu minut w między czasie rozmawiali o różnych rzeczach. Poznawali się bliżej.
W rzeczywistości Alexis wydał jej się całkiem inny niż opisywała go Dolores. W jej spostrzeżeniu to zwykły cham i prostak, który myśli, że może mieć każdą i wykorzystuje swoją pozycje w życiu, by zaciągać co noc nowe dziewczyny do łóżka. Tak naprawdę, on był bardzo miłym i kulturalnym człowiekiem. Bardzo wyluzowany i zabawny. Całkiem inny niż opisywała go Dolores.
-Smacznego życzę.
Powiedział kelner i podał dwa dania.
-To moje ulubione w tej restauracji.
Powiedział Alexis i chwycił w rękę widelec.
-Co to jest?
Spytała Susanna oglądając cały talerz.
-Makaron z jakimś takim lekkim sosem plus na ostro zrobione krewetki. Bardzo dobre, spróbuj.
Zachęcał ją. Cóż, nigdy nie smakowały jej krewetki, ale nie chciała by Alexisowi zrobiło się smutno, więc zjadła.
Nie były takie złe. Czyli jedyne rozwiązanie tego, że zawsze jej krewetki nie smakowały, jest takie, że po prostu ich nie umiała zrobić, proste i logiczne.
-To za wspaniały wieczór!
Powiedział Alexis i podniósł kieliszek z winem do góry.
-To mam rozumieć, że masz jeszcze jakieś plany? Miała być tylko kolacja...
Odpowiedziała mu i stuknęła swoim kieliszkiem w jego, po czym upiła łyk wina.
-Przecież nie mógłbym pozwolić, żebyś o tak później porze wracała sama do domu. Odwiozę Cię do domu, a później się zobaczy.
Dodał a w jego oczach automatycznie zapaliły się małe iskiereczki.
-Się zobaczy...?
Próbowała jak najwięcej od niego wyciągnąć, chciała wiedzieć na czym stoi.
-Bo... Z tego co pamiętam, proponowałaś też śniadanie...
-Chcesz spędzić ze mną noc?
Spytała bez wahania.
-Znaczy wiesz... No bo... Ten... Ty chciałaś... To przecież... No...
Zaczął się jąkać.
-Oj Alexis, Alexis... Taki macho jesteś, a nie umiesz wysłowić się przy dziewczynie i jak mężczyzna powiedzieć czego chcesz?
Spytała i wyzywająco oparła się o krzesło, popijając wino. Cały czas głęboko wpatrywała się w oczy piłkarza. Wiedziała, że już osiągnęła więcej niż zamierzała. Postanowiła więc pójść na całość, a co! Raz się żyje!
-Ale przy jakiej dziewczynie... Nie jesteś jak każda inna...
Odpowiedział jej.
-Idziemy do Ciebie?
Spytała, a jego zatkało. Cały wieczór była jakby to powiedzieć.. Niedostępna, rzadko okazywała zainteresowanie nim, a teraz chce iść do jego domu. Normalnie bez wahania by się zgodził. Ale w domu jest chyba Laia... Jakby to wyglądało, gdyby spotkały się w tak dwuznacznej sytuacji?
-W porządku!
Odpowiedział jej wstał od stołu zostawiając na nim grubo ponad pięćdziesiąt euro.
Wyszli z restauracji i wsiedli do samochodu.
-Wiesz, będziemy musieli jeszcze na stację benzynową zajechać, bo mam mało paliwa...
Powiedział zerkając na dziewczynę. Oczywiście kłamał.
Po chwili byli już na stacji.
-Zaczekasz tu na mnie? Czy idziesz do środka?
-Zaczekam.
Odrzekła mu i lekko się uśmiechnęła.
Żeby nie było, żeby się nie domyśliła, nalał do baku trochę paliwa.
-O mój Boże! To Alexisssss!!!!!
Krzyczała jakaś kobieta stojąca niedaleko chłopaka. Dla niego takie sytuacje to norma.
-Mogę autograf Panie Sanchez?!
Spytała podchodząc do niego z kartką i długopisem. Cała aż skakała z radości a w oczach miała łzy.
Oczywiście podpisał jej się na kartce, ale zaraz po tym szybko ją spławił, mówiąc, że bardzo się śpieszy.
Wszedł do środka w celu zapłacenia za paliwo. Wyniosło go to około dwudziestu euro. Oczywiście kasjer też zapragnął mieć pamiątkę ze spotkania z Alexisem. Jedno małe  zdjęcie  i załatwione. Teraz w końcu mógł zrobić to, po co tak na prawdę tutaj przyjechał.
-/Laia?-/
Spytał, gdy usłyszał kobiecy głos z słuchawki telefonu.
-/Cześć kochanie, co chcesz?-/
Odpowiedziała mu.
-/Słuchaj, jesteś w domu? Nudzisz się?-/
-/Nie kotku, nie ma mnie. Jestem u Laurenn... Nie gniewasz się?-/
-/To nawet dobrze się składa, bo Marc zaprosił mnie dziś na małe piwo, nie chciałem zostawiać się samej, ale jak widać wszystko dobrze się ułożyło-/
-/W porządku, do zobaczenia jutro w południe kotku. Kocham Cię-/

Rozłączył się. Nie mógł jej powiedzieć, że ją kocha, gdy w głowie cały czas miał inną dziewczynę- Susannę.
I następny telefon, tym razem do Marca.
-/Halo? Bartra?-/
-/A kto inny debilu?-/
-/ Nie mam dzisiaj ochoty na kłótnie kretynie, jak coś, to dzisiejszej nocy jestem u Ciebie.-/


-/Co? Czemu? A może ja nie chcę, żebyś ty u mnie spał? Może ja się Ciebie brzydzę? Może uważam, że ty śmierdzisz, co? Sanchez!-/
-/Bartra ty baranie! Jak Laia zadzwoni, albo coś, jestem u Ciebie i całą noc tam byłem? Ok? Mogę na Ciebie liczyć?-/

Pytał. Marc i Alexis od niedawna się przyjaźnią. Mimo tego znają siebie bardzo dobrze. Bardzo się lubią.
-/Dobra... A ładna chociaż ta dziewczyna jest?-/
-/Jaka dziewczyna?!-/
-/No ta, z którą teraz jesteś. Bo w jakim innym celu dzwoniłbyś teraz do mnie z taką prośbą?-/

Znają się aż za dobrze.
-/Nawet nie wiesz jak ładna! Dzięki raz jeszcze.-/
Powiedział i z uśmiechem na twarzy schował telefon do kieszeni.
***
Siedziała grzecznie w samochodzie. Siedziała, póki nie zobaczyła paparazzich. Normalnie z nieba jej spadli!
Poprawiła fryzurę i wyszła z samochodu po czym oparła się o maskę.
Chciała, żeby paparazzi zrobił jej zdjęcie z Sanchezem. Zdjęcie, które jutrzejszego dnia znajdzie się w gazecie. To byłoby wspaniałe! Związek Sancheza z Grassi od razu zakończony, no chyba, że ta dziewczyna lubi, jak się ją zdradza...
-Nudziło Ci się samej, co?
Spytał się Alexis podchodząc do blondynki.
-Tęskniłam za Tobą!
Powiedziała do niego i mocno wtuliła się w jego ciało.
-Yyy.. Co ty robisz?
Spytał się Alexis delikatnie kładąc ręce na jej ciele.
-Przytulam się, nie widzisz?
Odpowiedziała mu z uśmiechem.
Kątem oka widziała flesze aparatu. Misja ukończona!
-Susanna...
Zaczął Alexis i odsunął o dosłownie centymetry dziewczynę od siebie.
Ich oczy były w odległości pięciu centymetrów od siebie. Czuła, wiedziała, że on chce ją pocałować. To byłby teraz szczyt jej marzeń! Pod każdym względem. Nie dość, że zdjęcia byłyby bardziej realistyczne, to co tu ukrywać... On jej się nadzwyczajnej w świecie podobał. Chciała go pocałować.
-Susanna... Jak ty to robisz, że ja ciągle o Tobie myślę?
Kontynuował.
Nic mu nie odpowiedziała, może nie chciała, a może po prostu nie wiedziała co mam u powiedzieć. Spojrzała tylko głęboko w jego oczy i czekała aż ją pocałuje.

piątek, 27 grudnia 2013

V. Pierwsze chwile razem

Dzwonić? Czy nie dzwonić? Oczywiście, że dzwonić! Tylko co powiedzieć, gdy w słuchawce rozbrzmi już ten niski, męski głos?
-No dzwoń że!
Krzyczała Dolores podając komórkę blondynce.
Było czwartkowe przedpołudnie. Piękny lipcowy dzień.
Siedziały w salonie na kanapie i robiły kolejny krok w stronę zniszczenia życia Alexisowi.
-Ale co ja mam powiedzieć?
Spytała się jej Susanna.
-Nie wiem, cokolwiek. Coś wymyślisz.
-No dobra...
Wpisała numer. Jeszcze zanim nacisnęła zieloną słuchawkę, spojrzała na numer i wzięła głęboki oddech. Sama nie wiedziała czemu, ale bardzo denerwowała się przed tą rozmową.
Pierwszy sygnał, drugi, trzeci... Nikt nie odbiera.
-I co? Nie odbiera?
Pytała się zniecierpliwiona Cingo.
-Ciii...
Odrzekła zatykając swoje usta placem wskazującym.
Nagle przestała słyszeć sygnał poczekania. Teraz słyszała już tylko jakieś szmery i śmiech w tle.
-/Alexis?-/
Spytała pierwsza w niemałym zakłopotaniu.
-/Nie. Przykro mi. Tutaj Marc.-/
-/Oouu.. To przepraszam, pomyłka w takim razie.-/

Odparła i już chciała się rozłączyć, gdy męski głos jej w tym przeszkodził.
-/Znaczy to jest telefon Alexisa, ale go teraz tutaj nie ma. Biega karne kółka, niedługo powinien skończyć, przekazać mu coś?-/
-/Nie, nie trzeba... Albo... Niech Pan się go spyta, czy nasz układ jest dalej aktualny, jak tak, niech oddzwoni na ten numer.-/
-/Postaram się nie zapomnieć-/

Odpowiedział i rozłączył się.
-I? I? I?
Zaczęła Dolores od razu jak tylko Maxwille odłożyła telefon.
-Nie wiem. Ktoś innym odebrał... Niby ma oddzwonić...
Odpowiedziała wykrzywiając twarz.
Kolejne godziny spędziły przy telefonie. Chodziły po Barcelonie cały czas mając nadzieję, że Sanchez oddzwoni. Niestety, bez skutku.
-Dolly, jak Ci się właściwe układa?
Spytała, gdy siedziały na jednej z ławek w parku.
-Ale o co pytasz?
-No wiesz... Jesteś z kimś? Praca... Nie wiem co teraz dzieje się w Twoim życiu...
-U mnie... Dobrze. Właściwie. Narzekać nie mogę. Nie pracuję, ale rodzice przesyłają mi pieniądze. W końcu tyle ich mają, a ja jestem ich jedyną córką więc na mnie je wydają. Ale jestem samotna. Nie mam nikogo na stałe. Nie miałam i zapewne nie znajdę. Z przyjaciółmi też jest ciężko. Wszyscy są w takim wieku, że myślą o zakładaniu rodziny, skupiają się na karierze, a mnie to nie kręci. Mam zamiar całe życie być nie przywiązana do niczego, chcę być wolna. Ale fajnie by było mieć kogoś przy sobie... Może teraz, jak już tutaj jesteś nie będę czuła się samotnie, wszystko będzie tak jak dawniej.
-To raczej nie będzie możliwe... Bo gdy skończę z Alexisem, wracam do Londynu, do braci.
-Pojadę z Tobą.
-Jak to?! Przecież ty nigdy nie chciałaś stąd wyjeżdżać?
-Kobieta zmienną jest. Jeśli to nie byłby dla Ciebie problem, to poleciałbym z Tobą do Londynu, a później to już się zobaczy.
-Oczywiście, że nie ma problemu!
Powiedziała zachwycona i rzuciła się w ramiona przyjaciółce. Zawsze chciała ją mieć blisko siebie, niestety przez te lata to było nie możliwe, teraz ma się wszystko zmienić. Ale czy się zmieni?
***
Kierując się do domu ustalały wszystko co związane z Alexisem. Ustaliły cenę za zlecenie. Dolores zaproponowała sześć tysięcy euro. Susanna bez wahania się zgodziła. To dużo pieniędzy, a są jej teraz bardzo potrzebne. Nawet nie zastanawiała się nad tym, że za pieniądze będzie niszczyła czyjeś życie. Teraz to nie było dla niej ważne, bo on nie był dla niej ważny...
Gdy weszły do domu, usłyszała dzwoniący telefon.
-To on?! To on?!
Krzyczała Dolores.
Blondynka tylko spojrzała na wyświetlacz. Tak, to on. Szybko odebrała telefon.
-/Słucham?-/
-/Cześć śliczna! Nie przeszkadzam?-/
-/Nie, nie przeszkadzasz. Cieszę się, że oddzwoniłeś-/

Chciała wydać się jak najbardziej zainteresowana osobą Chilijczyka. Chciała jak najszybciej go w sobie rozkochać, by jak najszybciej wrócić do Londynu. Wydaje się to być łatwe. Nawet bardzo. Wie, że potrafi oczarować sobą mężczyzn. Wie też, że Alexis jest typem faceta, który nie przepuści takiej okazji, gdy dziewczyna sama "pcha mu się do łóżka".
-/To jak? Układ nadal aktualny? Jeden mały meczyk, przegrany stawia obiad?-/
Kontynuował.
-/Może lepiej kolację? I... śniadanie?-/
Odpowiedziała przegryzając wargę. Sama nie wiedziała, dlaczego tak powiedziała. Ale cóż, czego nie robi się dla pieniędzy.
-/Jestem jak najbardziej za! To jutro?-/
-/W porządku. A gdzie?-/
-/Zobaczę jeszcze co da się zrobić, może wpuszczą nas na stadion... Gdzie mieszkasz? Przyjadę po Ciebie?-/

Wiedziała, że nie może podać mu adresu, przecież domyśli się, że coś nie tak. Zorientuje się, że zna się z jego byłą.
-/To nie jest dobry pomysł. Spotkajmy się przy Angelas Brande.-/
-/Jeśli tak wolisz... To jutro 18?-/
-/Do zobaczenia.-/

Odpowiedziała i rozłączyła się. Była z siebie tak zadowolona, tak dumna, że udało jej się umówić na randkę z jakby nie było, gwiazdą. On. Chłopak, który może mieć każdą, postanowił umówić się z nią. Miała tego świadomość, że on chce tylko ją przelecieć i zostawić. Wiedziała też, że tak się nie stanie. Mimo że bardzo zależy jej na tych pieniądzach, wie, że nie odda mu swojego ciała. Potrzebuje tylko zdjęcia w objęciach Sancheza, które przez przypadek zobaczy Laia, jego dziewczyna... Później tylko dopilnować, by zerwali to cudowne zakończenie! Czego ta Dolores nie wymyśli...
***
Całe przedpołudnie następnego ranka spędziły na przygotowywaniu Susanny do randki.
-Może ta czerwona, obcisła sukienka?
Zaczęła Dolores.
-Do tego buty na wysokim obcasie, mocny makijaż? Podoba Ci się?
Mówiła wyciągając ciuchy z szafy. Susanna siedziała tylko na łóżku i przyglądała się temu wszystkiemu z uśmiechem na twarzy.
-Dolly, ten komplet wygląda wspaniale, chętnie bym go założyła, ale idziemy grać w piłkę. Tak będzie trochę nie wygodnie...
-Serio myślisz, że będziecie grać w piłkę? Przecież jak on zobaczy Cię tak ubraną, od razu będzie chciał Cię całować, piłka nie będzie mu wtedy w głowie!
-Ale mi nie o to chodzi! Nie chcę mu dać siebie na tacy, niech się chłopak trochę pomęczy...
-Suss! Tylko żebyś tego nie spieprzyła! Bo wiesz, jak będziesz grała taką niedostępną, to może się znudzić i Cię zostawi. I nici z naszego planu!
Mówiła przerażona.
-Spokojnie. Dam radę.
Odpowiedziała jej ze spokojem w głosie i podeszła do szafy.
Wybór padła na legginsy, czarne i turkusową bokserkę. Wygodnie i mega seksownie.
-Ale przecież... Wy macie iść na kolacje... Jak pójdziesz tak ubrana?
Pytała Dolores ze smutną miną.
-No niech Ci będzie!
Odpowiedziała jej załamując ręce. Wyciągnęła z szafy zwiewną, kolorową sukienkę, już po chwili założyła ją na siebie.
-Lepiej?
-Tak!
-Tylko nie wiem, jak będę w tym grała...
-Dasz mu wygrać, postawi kolację, wszyscy będą szczęśliwi.
Dodała siedząc na podłodze i głaszcząc psa.
Nie chciała "dać mu wygrać". Wiedziała, że z nim nie ma szans, że to jest światowej klasy piłkarz. Ale wiedziała też, że potrafi coś tam ugrać. Dlatego nie chciała na wstępie się poddać.
Dochodziła umówiona godzina.
Susanna po drobnych poprawkach Dolores wyglądała cudownie!
Dziewczęca sukienka, baletki, małą torebka przewieszona przez ramię, włosy swobodnie opuszczone na ramionach i delikatny makijaż. Cud, miód i orzeszki!
-I pamiętaj,  masz go w sobie rozkochać! Albo chociaż zrobić zdjęcie jak się całujecie. Masz zepsuć jego związek.
Mówiła Dolores na pożegnanie.
-Dlaczego właściwie tak Ci na tym zależy? Nie lepiej zapomnieć? Znaleźć swoje własne szczęście, a nie niszczyć cudze?
Spytała stojąc już w drzwiach wejściowych.
-Zdradził mnie. Zarzekał się, że mnie kocha, a zostawił mnie dla innej. Jak niechcianą zabawkę. On był dla mnie wszystkim. Nie potrafię tak po prostu zapomnieć, muszę się zemścić.
Nie miała dłużej sił wybijać tego pomysłu z głowy brunetki. W sumie, to nie jej problem. Zrobi swoje, dostanie kasę i zapomni. Przynajmniej takie jest założenie.
***
Jakieś piętnaście minut po szóstej, była już na umówionym placu. Spokojnie się rozejrzała i już po chwili, ujrzała wysiadającego i zbliżającego się w jej stronę Alexisa. On był na prawdę bardzo, bardzo przystojny!
Ta biała koszulka opinająca się na jego mięśniach, czarne okulary, ten zapach perfum... I jak tu się w nim nie zadurzyć? Nie ma co się dziwić Dolores, że tak bardzo cierpi.
-Cześć śliczna!
Powiedział na powitanie i pocałował blondynkę w policzek.
-Pięknie wyglądasz!
Dodał i okręcił wokół własnej osi dziewczynę.
-Dziękuję.
Odpowiedziała.
-Gotowa na meczyk?
Spytał z uśmiechem na twarzy.
-Na Twoim miejscu nie byłabym taka szczęśliwa. Już za chwilę dostaniesz łomot od dziewczyny, będzie czym się chwalić przed kolegami.
-Zobaczymy, zobaczymy...
Już po chwili siedziała obok niego jadąc w stronę stadionu.
-Gdzie będziemy grali?
Zaczęła.
-Co powiesz na Camp Nou?
-To ten Wasz wspaniały stadion? Mój brat aż sika, jak słyszy tą nazwę... Nie wiem czym tutaj się zachwycać. Zwykła budowla. Widziałam o wiele piękniejsze, większe... Jak na przykład Santiago Bernabeu.
Zakończyła i od razu spojrzała na Sancheza. Za wszelką cenę chciała zobaczyć jak na to zareaguje. Dobrze wiedziała, że Barca i Real to dwa znienawidzone kluby.
-A byłaś kiedyś na Camp Nou?
-Nie.
-To nie masz co oceniać. Ja byłem i tutaj i w Madrycie. Osobiście Kataloński stadion o wiele bardziej mi się podoba. Nawet nie przez to, że tutaj gram, nie przez to, że jestem Cules. Po prostu jako budynek bardziej mi się podoba.
-O gustach się nie dyskutuje.
Odpowiedziała od niechcenia. Miała ochotę na sprzeczkę, a on spokojnie jej odpowiedział. Nie tak miało być...
Po piętnastu minutach byli na stadionie. Ochroniarz bez problemu wpuścił ich na murawę.
Alexis rzucił  czarną torbę treningową obok ławki rezerwowych i podszedł do blondynki, która zatrzymała się przy tunelu wejściowym.
-Nie idziesz dalej?
Spytał stojąc obok niej.
-Duży.
Odpowiedziała oglądając stadion.
-Piękny jest. Jestem szczęściarzem, że mogę na nim grać.
-Już niedługo nie będziesz taki szczęśliwy, jak przegrasz.
-Tak?! Zobaczymy.
Odpowiedział i złapał blondynkę za rękę ciągnąc ją w kierunku ławki rezerwowych.
-Masz zamiar tak grać?
Spytał się oglądając Susannę od stóp do głów.
-No... Raczej tak.
Odpowiedziała mu zawieszając ręce na biodrach.
Sanchez schylił się do torby. Wyciągnął z niej korki, i rzucił je obok torby. Zaraz po tym zrobił to samo z piłką.
-Mam dodatkową koszulkę, chcesz?
Spytał i sam ściągnął swoją koszulkę.
Aż zaschło jej w gardle, gdy ujrzała umięśniony tors piłkarza. Stała przez ułamek sekundy i gapiła się w jego półnagie ciało. Musiało to śmiesznie wyglądać.
-To chcesz?
Spytał raz jeszcze zakładając meczową koszulkę na swoje ciało.
-Poproszę.
Już po chwili trzymała w ręku koszulkę z napisem "Alexis 9 ".
-Tylko nie podglądaj!
Powiedziała do niego grożąc mu palcem.
-Nie miałem zamiaru.
Mówił śmiejąc się.
Gdy chłopak pobiegł z piłką w kierunku jednej z bramek, Susanna zamieniła sukienkę na koszulkę. Była ona tak duża, że sięgała jej do połowy uda, prawie dalej niż sukienka. Włosy spięła w luźny kok, a buty ściągnęła.
Trawa była taka mięciutka. Chodzenie po niej było bardzo przyjemne.
-Gotowy na przegraną?
Spytała podchodząc do Sancheza.
-Ślicznie wyglądasz.
Odpowiedział zmieniając temat.
Tak często jej to powtarzał, naprawdę musiała mu się podobać.

*******

I piąteczka :)
Jesteśmy już na półmetku, w moim założeniu jest napisanie dziesięciu rozdziałów. Od teraz jesteśmy już bliżej końca niż początku.
Mam nadzieję, że się podoba :)

środa, 25 grudnia 2013

IV. Nie czyń drugiemu, co Tobie nie miłe

Nie mogły nacieszyć się swoją obecnością. Najpierw wybrały się razem na obiad,  do  jednej z restauracji, później odwiedziły wszystkie miejsca, z którymi miały najlepsze wspomnienia.
Fajnie jest wrócić na stare śmieci.
-Długo już masz tego psa?
Spytała Susanna, gdy chwilę po godzinie dwudziestej pierwszej dochodziły do domu.
-Milagro? Nie długo. Około trzech miesięcy. To jeszcze szczeniaczek, a już jest taki duży. Boje się co to będzie za rok, czy pół...
Zaczęła i nie mogła powstrzymać się od śmiechu.
-Myślałam, że będzie mniejszy..
-Ale przecież wiedziałaś, że to husky, one rosną duże.
Odpowiedziała jej Susanna.
-Tak, wiedziałam. Ale ogólnie miałam założenie kupienia jakiegoś małego, nie wiem, yorka może... Ale jak zobaczyłam tego małego szkraba, to stał się on moim ósmym cudem świata! Stąd to imię, Milagro- cud.
Wyjaśniła i otworzyła drzwi od domu.
Pora na odświeżenie się przed snem.
-Suss!
Krzyknęła stojąca w kuchni Dolores.
-Tak?
Odpowiedziała jej z łazienki.
-Chcesz coś jeszcze zjeść? Albo się napić?
-Nie, dziękuję!
Robi się. Dolly nie rozumiała słowa nie.
Już po chwili wyciągnęła na stół butelkę wina. Żeby miło spędzić wieczór, a się nie upić.
Pierwszy kieliszek, drugi, jakoś poszło.
-To może teraz porozmawiamy?
Zaczęła Suss.
-O co chodzi z tą pracą?
Kontynuowała.
-Chodzi o chłopaka, a dokładnie o jego aktualny związek. Pamiętasz, mówiłam Ci, że byłam z takim jednym... Zerwał ze mną kilka miesięcy temu. Zanim to zrobił, umawiał się z inną. Zdradzał mnie. Ja głupia byłam tak nim zaślepiona, tak cholernie byłam w nim zakochana, że nawet jak coś podejrzewałam, to wydawało mi się to niemożliwe! Tak dobrze potrafił mnie przekonać, że mnie kocha... Zostałam sama. A on ma teraz jakąś dziunie. Pewnie robi z nią to samo...
Zakończyła i spojrzała na przyjaciółkę siedzącą obok.
-Ale... W czym ja mam Ci pomóc? Przecież nie naprawię Ci związku...
-Wiem! Ty masz go zepsuć!
Nie zrozumiała, ale Dolly szybko jej wyjaśniła.
-Suss, wszyscy wiemy, jak łatwo oplątujesz sobie ludzi wokół palca. Jak bardzo podobasz się mężczyzną i jak dobrze umiesz to wykorzystać na swoją korzyść. Proszę Cię, żebyś rozkochała w sobie tego chłopaka. Żeby on zostawił tą dziewczynę. Żeby tak bardzo cierpiał jak ja...
Cóż, dziwne żądania.
-Oczywiście zapłacę! Proszę Suss, wiem, że to głupie, ale w ten sposób poczuje się lepiej...
Powiedziała i przegryzając wargę spojrzała na blondynkę.
-Dobra, kiedy mam zacząć?
-Dzięki! Dzięki! Dziękuję!!!
Krzyczała i rzuciła się na przyjaciółkę.
-Zaczniesz od jutra?
-Nie ma problemu, teraz wybacz, idę spać.
Odpowiedziała i z uśmiechem poszła do pokoju, w którym będzie spała przez najbliższe kilka dni.
***
Dzień rozpoczął się bardzo przyjemnie. Dolly, chyba chcąc się podlizać, albo po prostu z dobrego serca(w co wątpię) przyniosła blondynce do łóżka śniadanie. Sałatka owocowa z czekoladą i sok pomarańczowy. Pyszności!
Dzień był bardzo słoneczny. Lato w końcu zagościło na dobre.
-Dobra, to jak go znajdę? W ogóle, to jak on wygląda?
Zaczęła.
-Właśnie to nie będzie łatwe... Bo on nie jest takim zwykłym człowieczkiem... Tutaj w Barcelonie on jest bardzo rozpoznawalny... To piłkarz.
Dodała.
-Serio? Dlaczego zawsze ta piłka musi być obecna w moim życiu?
Zadała sobie sama do siebie pytanie.
-Właśnie, co u Twoich braci?
-Chyba bardziej chodziło Ci o Jack'a...
Powiedziała robiąc jednoznaczną minę.
-Susanna! No weź...
Dolly od zawsze podkochiwała się w Jack'u. Ale nigdy nic z tego poważnego nie wyszło. On ją uważał jak drugą młodszą siostrę.
-Dobrze u nich. Jack nadal trenuje boks Chris gra w Chelsea Londyn, a Ben jak to Ben, opierdala się całe życie. Teraz udaje DJ'a w jakimś klubie. Jest dobrze.
-To się cieszę. Wracając to tego chłopaka...
Powiedziała i wzięła laptopa. W wyszukiwarkę wpisała "Alexis Sanchez".
-To on.
-Kojarzę go. Mój brat go zna. Znaczy zna... Ma z nim zdjęcie. Kiedyś przed meczem Barcelony z Chelsea wpadli na siebie... Przystojny.
Podsumowała.
-Nawet nie wiesz jak bardzo...
Głośno westchnęła.
-Pokaż mi tą dziewczynę.
Blondynka, niebieski oczy ani trochę nie podobna do Hiszpanki.
-Dobra... Teraz jak do niego się dostać...
I zaczęła się burza mózgów. Każdy pomysł był zły, bo to przecież piłkarz jest. Nie da rady tak po prostu do niego wejść i rozkochać go w sobie.
-Może... Z jakąś ankietą do niego pójdę? Przecież ktoś mi drzwi otworzy, nawet jak nie on, to chociaż się czegoś dowiem...
Niby proste, ale czy się uda? Warto spróbować.
Po założeniu na siebie krótkich spodenek i bokserki w kolorze czerwonym wyszły wraz z psem w kierunku domu Sancheza.
-A! I pamiętaj, ty mnie nie znasz.
Powiedziała Dolores poprawiając jej włosy.
-Dobra, dobra. Dam radę.
Odpowiedziała jej i już sama poszła w kierunku bramy wjazdowej napastnika.
Dom miał duży. Bardzo duży. Wysoki płot bronił go jak twierdzę.
Wyciągnęła jeszcze z torby okulary zerówki, żeby wyglądać na mądrzejszą i zadzwoniła dzwonkiem.
<Tak?>
Usłyszała kobiecy głos dochodzący z domofonu.
<Witam. Przeprowadzam ankietę na temat traktowania zwierząt w różnych krańcach świata. Była by pani chętna odpowiedzenia mi na kilka pytań?>
Dlaczego taki rodzaj ankiety? Bo kompletnie zapomniała pomyśleć wcześniej o temacie ankiety, a to było pierwsze co jej wpadło do głowy.
<Proszę wejść>
Odezwał się znów głos, a brama się otworzyła.
Pewnym krokiem weszła do środka.
Biały dom z wieloma oknami. W oddali zauważyła piękny ogród z basenem. Gdy podeszła d odrzwi wejściowych, otworzyła jej jej niebieskooka blondynka.
-Proszę wejść.
Powiedziała z uśmiechem i wpuściła Susannę do środka.
-Witam, jestem Susanna Maxwillę, chciała poruszyć problem traktowania zwierząt przez ludzi. Tak więc pierwsze pytanie, ma pani zwierzęta?
Zaczęła, gdy siedziały już w salonie. Bardzo dużym salonie.
-Tak. Mam trzy psy. Dwa Goldeny Retrivery i jednego szpica miniaturowego. Przyprowadzić je?
-Nie ,nie trzeba. Mam tutaj jeszcze kilka pytań.
Głowę to ona ma. Pytanie wymyślała na poczekaniu. Dobrze, że ona się nic nie domyśliła.
Rozmawiamy około dziesięciu minut.
-Dziękuję, bardzo miło mi się z panią rozmawiało. A teraz ostatnie pytanie, nie do końca związane z anketą. Sama pani zajmuje się tymi trzema psami?
-Nie, mam chłopaka. We dwoje jakoś dajemy sobie radę.
-W porządku, dziękuję.
Nie tak miało być. Spędziła tu kilka minut, nic ciekawego się nie dowiedziała, a co najgorsze, Alexisa nie było w domu. Cóż, musi spróbować kiedy indziej.
-To dziękuję.
Powiedziała blondynka otwierając Susannie drzwi.
-To ja dziękuję.
Dodała ze sztucznym uśmiechem i opuściła willę.
-No idiotka!
Krzyknęła sama do siebie stojąc już na ulicy przed domem.
Tak była zdenerwowana na siebie, że nie udało jej się dowiedzieć niczego pożytecznego, że rzuciła teczką z papierami o ulicę.
-Pewnie, dobijcie mnie bardziej...
Mruknęła pod nosem i schyliła się, by podnieść kartki.
Wtedy usłyszała odgłos podjeżdżającego samochodu. Zatrzymał się zaraz przed nią. No, w końcu kucała na środku ulicy. Niezbyt mądre.
-Ulica to nie jest zbyt dobre miejsce do odpoczynku.
Usłyszała niski męski głos dochodzący zza jej pleców.
-Ja to wiem, ale moje papiery chciały po leżakować na gorącym asfalcie.
Odpowiedziała.
-Pomogę pani.
Dodał i ukucnął obok blondynki.
-A co to za kartki?
-Nie uwierzyłby pan, ale...
I w tym momencie podniosła głowę. Chciała powiedzieć, że ma zamiar dobrać się do piłkarza mieszkającego obok. Dobrze, że w porę spojrzała na niego. To był on!
-Ale... Przeprowadzam badania na temat traktowania zwierząt.
Wydukała.
-Tak?
Spytał z niedowierzaniem.
-Te kartki są tak jakby puste... Na niektórych tylko są jakieś rysunki.
Powiedział i po oddaniu blondynce ostatniej kartki wstał z ziemi i oparł się o swoje białe Audi.
-Te rysunki pomagają mi w pracy. Ja wszystkie pytania mam w głowie.
-Taka mądra główka...
Tylko spojrzała na niego i uśmiechnęła się delikatnie. Zaraz po tym schowała kartki do teczki i stanęła naprzeciwko niego.
Nie wiedziała co ma mówić. Kompletnie nie wiedziała jak ma się zachować. Dolly miała rację, jest cholernie przystojny.
-Pan to ten piłkarz, tak?
Rzuciła nie myśląc nad tym ani trochę.
-Tak, ten piłkarz.
Odpowiedział jej ze śmiechem.
-Wiedziałam, że skądś kojarzę...
-Nie kibicujesz Barcelonie?
-Powiem tak, nie przepadam za piłką nożną. Ale jestem na nią skazana, mój brat gra w jednym z Londyńskich klubów.
-W takim razie, może kiedyś zagramy razem? Kto przegra stawia obiad.
Zatkało ją! On ją podrywa! Na ulicy przed swoim domem! A jego dziewczyna jest w środku i czeka na niego. Jak można być takim chamem?
-Jestem jak najbardziej za.
Odpowiedziała i delikatnie przegryzła dolną wargę.
-Mogę na chwilę pani teczkę?
Spytał.
Dziewczyna bez zastanowienia podała ją mu.
Ten wyciągnął długopis i na jednej z kartek zapisał jej swój numer telefonu wraz z uśmieszkiem.
-Jak będzie pani wolna, proszę zadzwonić.
To ją tak bardzo zdziwiło, że nie wiedziała co ma powiedzieć. Nie sądziła, że tak łatwo jej pójdzie.
-Susanna jestem, tak w ogóle.
Odpowiedziała mu wyciągając rękę w jego kierunku.
-Alexis.
***
Nie rozmawiali już długo. Dosłownie po dwóch minutach szła już w kierunku restauracji. Chciała jak najszybciej pochwalić się Dolly o swoim nabytku.
Brązowo oka brunetka siedziała na zewnątrz popijając kawę.
-Co tak szybko?
Spytała jak tylko ujrzała przyjaciółkę.
-Spotkałaś go?
Buzia dosłownie jej się nie zamykała, co chwilę zadawała Susannie nowe pytanie.
-Dasz mi coś powiedzieć, czy będziesz tak klekotać tą mordą?
Krzyknęła na nią zdenerwowana Susanna, którą już przerosły te pytania.
-Jest faktycznie przystojny.
Zaczęła, a Dolores już nie mogła wytrzymać z niewiedzy.
-Najpierw rozmawiałam z jego dziewczyną, jego nie było. Przeprowadzałam tą durną ankietę, na szczęście mają psy. Jego spotkałam już na zewnątrz, zrozum, że rozmawialiśmy kilka minut, a on już dał mi swój numer!
-Serio? Już? Sama widzisz, że nie jest szczery w związku... Jak daje swój numer obcej dziewczynie i to pod swoim domem...
-Nie wiem co ty w nim widziałaś...
-Nie wiesz? Jak kurwa nie wiesz? Widziałaś jak on wygląda? Wiesz ile on ma pieniędzy? Wiesz kim on jest? Właśnie to w nim widziałam... Tylko, że wszystkie dziewczyny to w nim widzą... Dlatego tak się nimi bawi...
Zakończyła i od razu posmutniała.
-Teraz to my sprawimy, że będzie cierpiał.
Zakończyła Susanna.

*************

Buuum :)
Nie będę się tutaj rozpisywała, chciałam Wam tylko życzyć zdrowych, wesołych Świąt i niezapomnianego Sylwestra, chociaż nie, lepiej, żebyście z niego nic nie zapamiętały! :D